Bartek Fetysz: "Wolnoć Tomku, W Swoim Domku".

Patrzę na ostatnie wydarzenia na polskich portalach plotkarskich. Godlewska, z wyrazem kota srającego w puszczy, z ustami rozdziawionymi jak konający karp wydobywa z siebie amerykański hymn. Dedykuje wszystko Trumpowi. I Amerykanom. Bo to amerykański Dzień Niepodległości. Odziana w koszulkę z orłem, przepasana na łbie bandaną z amerykańskim wzorem, uprawia, po raz kolejny, dopochwowy pop. Bo ona brzmi jakby chciała dojść, a nie mogła. Wolność gardła. Mimo braku talentu. Odpowiedź na grupowe, narodowe modły o kolejny patostream. Niedaleko za nią, Katarzyna Warnke, uprawiająca ciążowy obchód z mężem na pokazie mody duetu MMC. Wolna w obnażaniu prywatności i sprzedawania siebie w kawałkach mediom. Dalej Weronika Rosati, Matka Polka, wolna od znęcającego się nad nią byłego partnera, ojca jej dziecka. Wolna na ileś tam metrów. Na końcu ja – “dziennikarz”, “pisarzyna”, jak piszą w komentarzach, krytykujący rzeczywistość i opisujący językiem godnym rzeczywistego, polskiego odbiorcy dzisiejsze czasy. Gretkowska w ostatniej książce, powiedziała, że przeklina, bo język musi być dopasowany do chujowych czasów, w których żyjemy. Jej wolność do wypowiedzi wycinali lata temu nożyczkami z całego nakładu popularnego czasopisma. Nie podobał się tamtejszej władzy. W wolnym niby państwie. Mnie wciąż chce się postawić do pionu i powiedzieć mi, o czym mogę, a o czym nie mogę pisać. Ustalmy wreszcie jedną rzecz - dopóki ktoś robi coś w sferze publicznej, mam prawo do wyrażenia swojej opinii na ten temat. Kropka. W sposób w jaki chcę. Bo mamy wolność słowa. Czynu też.  

 

Ostatnio czyny podchodzą pod Kodeks Karny Przeciętnego Debila, ale są gloryfikowane w mediach nastawionych na klikalność. Bo debilizm się klika. Inteligencja przestała. Stąd masowy wysyp niezależnych dziennikarzy. Bo w telewizji nie ma wolności. Odchodzą ze znanych stacji i zakładają swoje kanały na YouTube, jak genialny Sekielski. TVP jest tak samo reżimowa jak TVN. Kreuje te same gęby, ale te gęby mają być flagowe, czyli najlepiej jakby były w przypadku TVP prawicowe, a w przypadku TVN-u liberalne. Taki kodeks karny. A jak masz odmienne poglądy to lecisz z flagowego masztu jak Barbara Kurdej-Szatan. Zwalniają Cię przez telefon: Pani już podziękujemy. Flaga blondynki z Playa ściągnięta jak mokra koszulka w lecie ze spoconego ciała. Ten pot pozostawia po sobie przedziwny odór. Ps. Polacy w lecie się chyba nie myją. Może to ich wolność do nieogolonych pach wydających z siebie sfermentowany smród obory? 

 

Mężczyźni od dawna nie są wolni. Tkwią w kajdanach zabobonnej męskości. Dziewczyna w krótkich włosach i spodniach to feministka, wojowniczka, buntowniczka, a facet z długim włosem i w szortach to ciota. My, ludzie, lubimy sobie odbierać wolność. Jest lato. Na dworze sto stopni, każdy chce się ochłodzić, na świecie tyle rozmiarów, ile języków i kultur. Ale przecież szorty i żonobijki to tylko wypada nosić szczupłym, muskularnym proteinowcom, ewentualnie Januszowi bijącemu Grażynę po pijaku co weekend. W końcu dzisiaj rozmiar 38 czy 40 to rozmiar plus size. I jak dziewczyna w rozmiarze 42 lub 44 ma mini to od razu wytykanie palcem: Ej, patrz jaka locha, ale schab, ale peklowana, ale się odfajczyła, jak maciora na świniobicie. Proszę państwa, przestańmy wreszcie krytykować wagę i ubiór innych i niech każdy zakłada na siebie co chce. Przestańmy aresztować spojrzeniami ludzi odmiennie ubranych i wlepiać im mandaty. Ile rozmiarów, tyle różnorodności i piękna na świecie. Nie wszyscy mają geny jak Kate Moss czy Hugh Jackman. I nie wszystkich stać na kokainę albo jedzenie w pudelkach, które są i tak z plastiku. Nie wszyscy maja siano na personalnego trenera. Porad za darmo udziela na Instastories Chodakowska. Pierdolę jej rady. Nie wszyscy muszą być tak samo wymuskani i perfekcyjni. Zycie to nie “Keeping Up With The Kardashians”. Tak samo jak wolność ubioru. To równouprawnienie funkcjonowania na swoich zasadach w tym społeczeństwie, które jest już wystarczająco zakute w kajdany.  I filtry.                      

 

Polska, kraj, który walczył o wolność tyle lat, tkwi w dupie. Jesteśmy jakimś zakonem, który nie daje wolności do miłości, decydowaniu o własnym ciele, nie przyzwala na ubieranie się jak się komu podoba, ale daje przyzwolenie na gwałcenie dzieci i pedofilię w kościele. Każdy pedofil uświęcony, papież, który krył wszystkie zboczenia, bohaterem narodu. Obrazkiem, do którego modlą się mohery. Ale nie daj Boże, aby syn czy córka byli homo. Wtedy wpiekłowstąpienie. Dalekie od niepokalania. Najlepiej wydziedziczyć. Ukamienować. Martyna Jakubowicz przewidziała w swojej piosence przyszłą Polskę. Jest z bezmózgowego betonu. “W domach z betonu nie ma wolnej miłości”. W ogóle nie ma wolności. Bo czy ta gdziekolwiek istnieje? Wolna natura jest niszczona plastikiem. Bo wolni ludzie wolno wyrzucają go, gdzie popadnie. Rząd daje przyzwolenie na bicie uchodźców. Nie mają wolności do przemieszczania się na świecie. Homoseksualiści nie mają prawa do przejścia ulicą i celebrowania równości. I każdy pyta, dlaczego nie ma parady heteroseksualności? Może dlatego, że za bycie hetero i trzymanie się za ręce nie grozi pobicie albo śmierć? Może dlatego, że kiedy jesteś hetero, to jesteś “normalny”, a kiedy homo to “zboczony”? Albo dlatego, że jako hetero masz prawo do zawarcia małżeństwa, dzielenia się majątkiem i do odwiedzenia ukochanej osoby w szpitalu, kiedy umiera? Jako homo patrzysz na wszystko z daleka, bo nie masz prawa do miłości i do dbania o partnera? Czy to jest wolność? To są kajdany miłości. Uprzywilejowanie. Wszyscy powinniśmy być mieć prawo do miłości. Wiele grup jej nie ma. To nie wolność zatem. Bo miłość to nie przywilej. Miłość to wolność. Dlatego te przeklęte “pedały” maszerują – w imię równości. 

 

Wyjechałem z Polski prawie 10 lat temu. Wtedy, w Londynie, na emigracji, kiedy musiałem zaczynać wszystko od nowa, po raz pierwszy poczułem się wolny. Mogłem wyglądać, jak chcę, robić co mi się żywnie podoba i nie musieć się określać wedle społecznie przyjętych ram. Zawsze byłem outsiderem. Wyrwałem się z tych ram, rozciągnąłem je do rozmiarów, które mi się podobają. I za każdym razem, kiedy słyszę to durne, polskie pytanie, “kto dał Ci prawo?” to odpowiadam – sam sobie dałem. Świat mi je dał. To moje prawo do komentowania wydarzeń publicznych. Mimo że ta wolność jest złudna. Szczególnie w mediach, które mają niesamowitą pajęczynę układów i gdzie za tekst płaci się 50 zeta. Media to udawanie idioty, kiedy promujesz cudzą markę, to przyklejanie się do tego, co w obecnej chwili najbardziej się opłaca. Ludzkie chorągiewki. Ja ci zagram hymn, a Ty powiejesz w te stronę. Proszę Państwa, EUREKA – nikt z nas nie jest wolny. Wszyscy podlegamy jakimś regułom. Nawet za wolną miłość dostaje się mandat i kartotekę. Bo dzisiaj wciąż nie można pieprzyc się publicznie. Ale politykom pozwala się nas wszystkich walić w dupę bez ceregieli.