Bartek Fetysz: "Atelier Bez Talentu"

Świat staje się ostatnio bardzo ekologiczny. Stawia na mentalne ameby. Trend amebowy na każdej okładce. Kiedyś trzeba było być kimś, aby ozdobić okładkę prestiżowego tytułu. Dzisiaj trup ścieli się papierowo. Recycling mediów. Ekologicznie. W Polsce, jak u sąsiadów, zatrudnia się ze względu na światowo brzmiące nazwisko, zamiast na zasługi czy talent. A zasług, oprócz ukończenia prestiżowych szkół albo pochodzenia, niektórzy naczelni albo twarze z okładek, nie mają dla potomstwa żadnych.

Nie każdy kucyk to ogier i nie każda maciora to świnka morska. Nie każdy naczelny to mistrz słowa i nie każdy projektant to Gianni Versace. Jaki kraj taka Anna Wintour. U nas w kraju utarło się, że jeśli ktoś jest związany w jakimś stopniu z modą, jak na przykład szafiarki z inteligencją albo Agnieszka Jastrzębska z życiem bez szybkich kredytów, to absolutnie nadaje się do wszystkiego, modnego, oczywiście. Przykład: Rafał Maślak został parę lat temu Misterem Polski, robił brzuszki, absy, rzeźbę tricepsa, bicepsa, nerwów moich i cudzych, malował paznokcie dziewczynie, potem reklamował kolekcję odzieży targowej oraz bieliźniarskiej i pokazał światu brata i ojca, z którym reklamował garnitury. Z bratem pokazał się nawet nago, jak w koreańskim pornolu, wypikselowany, ale to ojca dziewczyny chciały gwałcić i był bunt i wrzask, pas cnoty od syna dla taty. Potem były sesje, światła, kanapy dla Trzech Maślakieterów. I nagle wszyscy zostali popularni. W końcu, co zupa grzybowa, to nie jeden maślak.

W Polsce wszystko jest ostatnio na bogato. Jak projektant ma wizję jak Selfid Windoliński, to wizja kosztuje sryliard złotych i nie można jej nawet kupić w złotych pariasach, ani w Moliera 2, 3 i 4. Jest to bowiem seria LIMITOWANA, tak jak limitowane są klientki kupujące te szmaty. Limit ich polega na tym, że po prostu się wyczerpały. Każdy bowiem wie jak wygląda jego biceps i winda, ale nikt nie ma pojęcia co w międzyczasie projektuje. Proponuję zaprojektowanie serii filtrów na Insta. Sukces murowany. Kiedy jakiś projektant robi rzeczy dla ludzi, to kosztują tyle, że lepiej nie wydawać, bo potem życie na kartki, a mineralna tylko z sedesu. Taka na przykład Voila Kopiut postanowiła zostać projektantką i bawi się w kalkowanie. Sezon 3, Epizod 1. Klasa 5a, lekcja plastyki. Kalkujemy Toma Forda, konturujemy Givenchy, cieniujemy Saint Laurent Paris, a wykończenie Gucci. U Niekupisza białe orły. Kraj pełen narodowców to pójdą na pniu. Jak orzeł wyląduje na żonobijce z Tajwanu, ale z marżą i za trzy stówy to już jest haj faszjon. Za granicą od wieki, wieków, amen, wiedzą, że modę w odpowiedniej oprawie można sprzedać każdemu, nawet za śmiesznie wysokie pieniądze, ale w Polsce, nie chcą się tego nauczyć, a jak już próbują to jest Atelier Biedronka, ale po kolei. Ene due rabe, połknął Jemioł żabę.

Jak to możliwe, że marki „siostry” największych domów mody, takie jak Emporio Armani, Versus Versace czy chociażby Anglomania Vivienne Westwood są tak popularne? Ano dlatego, że cenowo nie wprawiają w stan #kurwajapierdolę i wychodzą niby spod ręki wielkiego projektanta, a tak naprawdę, jak kłamstwa, są grubą nicią szyte w zaciemnionych pokojach w Chinach i projektowane przez grupę studentów na stażu, które nazywają się #trzymiesiącewypierdalaj. Ale student ma debiut na rynku, nazwisko w CV, czasami DNA na twarzy, a projektant siano i kolejnego studenta, a ci dupozdolni zostają na dłużej. Zresztą kolejki po te kolekcje to właśnie Azja Express, co widać szczególnie w momencie wyprzedaży. Przychodzi uzbrojony w telefony komórkowe buyer aka kupiec, zostawia miliony monet i wychodzi, całe Chiny obdarowane giftami. Potem kalka i AliExpress, kupuje Europa, jest Michał Kors i Rafał Lauren, czasami Katarzyna Szanel. Kula się kręci, jest majonez, są hot dogi, za pracę podwyżka przy emeryturze. Tymczasem u nas, jak jest seria ogólnodostępna, jak wiedza ogólna w liceum, to oznacza to jedno: Dyskont Mody Biedronka. Przy luksusowym zrzucie ręczników Zienia omdleń było więcej niż zgonów po objawieniach Najświętszej Panny Zawsze Dziewicy. A wizji tyle, że Duch Święty i językowe zdolności po nim wysiadają. Ale co zrobić z takim darem od domu limitowanego? Gdzie toto skończy swój żywot? Magazyny owiną córkę znanego aktora lub znanej piosenkarki w bawełnę i podpiszą Maciej Zień for Biedronka, żeby brzmiało salonowo i od razu dywan się zaczerwieni. Jak Arkadius zrobił kiedyś linię dla RAVEL, to był chyba pierwszy i jeszcze jakoś to wyglądało, mimo że stylizował się sam na Andy Warhol’a, który opitolił na wieczerzę Chrystusa. I rzeczywiście była to ostatnia wieczerza, prochem byłeś, w proch się obrócisz, fiku mik, Akradius znikł. Pani BigMagczyńska także próbowała sił swoich jako projektantka Zjednoczonego Domu Mody Rossman, ale klientki odstraszone jakością niedoprawionej chęci wydymania ich na grosze, poczekały aż ceny zjadą do parteru, czyli do ceny ulubionych frytek projektantki. A i tak ponoć zostało. Jedyną osobą na polskim rynku, która kuma bazę, jest Ewa Minge i jej tańsza linia. Niegłupia, w porównaniu do innych domów mody, cenowo w miarę dostępna, ale… Wchodzę do salonu, a tam wiszą okulary jak szynka, baleron, kiełbasa, polska, myśliwska, chłopska, ruska, gorzej niż H&M w pierwszy dzień przecen. Wyeksponowane towary, im więcej Ciebie, tym mniej, bardziej to czuję niż wiem, a przecież trzeba znać umiar. Macam, oglądam i ślepnę, bo dziadowsko wywalone patrzałki, kosztują po kolei trzy, pięć i sześć stów. Za co, się pytam? Za to, że dyndają mi przed mordą jak rozgrzana słońcem moszna? Przecież liczy się też opakowanie, jak na bogato, to na bogato, a nie, pomarańczę, ananasa? Nikt nie chce wyglądać jak nowa twarz rajstop.

Kiedy portale i środowiska modowe toczą batalię o nowe bardziej mniej lub udane okładki polskiego VOGUE’a, to ja zastanawiam się, co tam w środku się krajowego reklamuje. Przecież VOGUE, Harper’s Bazaar czy chociażby GQ to przede wszystkim rynek reklamy, którego u nas nie ma, chyba, że Cropp zrobi linię Deluxe, kaszkiety z plandeki z cebuli hodowanej domowo, Donatella Versace wspomoże Ochnik’a, Jimmy Choo Kazara, Top Secret stanie się takim sekretem, że nikt do niego nie trafi i w ten sposób stanie się kultowy, a Reserved będzie tak zarezerwowany, że i pożądany. Reklamy w Polsce są jak racuszki, pączuszki i ustawki na lukier. Celebryci ino zacierają rączki, aby stać się twarzami czegoś narodowego. I podpisują cyrografy na cukier, E50, potasy i skrobię wyciekającą z czeku. W tekstach zaś wielkie pisanie o projektancie z córką na boku, który w domu ma zdjęcia swojego najlepszego przyjaciela i redaktorka na potrzeby domowego wywiadu udawać będzie, że to wspaniałe, taka przyjaźń, a przecież wiedzieć będzie, że to nie układ przyjacielski, a układ w bambuko. I każdy mówi o jakimś secret project. I wszyscy są doskonale ukiszeni. Prezenterka ubrana w Diora z przeceny, przedstawiona, że gwiazda, że Los Angeles, że na jachcie George’a Clooney’a pływała na pieska w basenie, ale że na pieska była tylko brana to już nie będzie wspomniane. Zachwyt rozkwitem polskich karier za granicą. Znowu to samo nazwisko, szmata uszyta na zamówienie, cena limitowana, na maila, na ucho, odszyta od worka na ziemniaki, ale z szyfonu za krwawe diamenty z Afryki. Bicie piany. Wszystko wyniesione na wyżyny, modowe Góry Świętokrzyskie. Na papierze jakieś Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy. Opowieści w stylu wygrane marzenia. A w realu dupodajność.

Świat mody jest wielkim układem. Nie tylko krajowy, ale międzynarodowy. Na okładki zaprasza się znanych rodziców z nieznanymi dziećmi. Niedawno na okładce VOGUE UK była Victoria Beckham i jej potomstwo. Kilkukrotny gol Davida Beckhama skonsumowany szczęśliwą ciążą. Jakże chujowo musi się czuć taki Brooklyn Beckham wiedząc, że nigdy nie będzie tak przystojny jak jego ojciec? Upodabnia się zatem do niego swoimi tatuażami i zalicza celebrytki. Ale na London Fashion Week robił na oficjalnego fotografa. Ot tak, z nazwiska, kiedy inni muszą walczyć o pozwolenie i akredytacje. Świat się zrobił bardzo niesprawiedliwy. Talent liczy się w koneksjach, ewentualnie kupionych lajkach na Instagramie. Jako specjalistki od mody zatrudnia się szafiarki, słowne nieboszczki. Jako modelki i modeli dzieci celebrytów, którzy często nie maja w sobie nic pociągającego oprócz znanego nazwiska. Pociągające jest ino pociąganie za sznurki przez ich rodziców. A dla zwykłych śmiertelników minimalna krajowa, żeby mogli się odżywiać zupami VIFON i marzyć, że pewnego dnia dogonią beztalencia z rodowodem. Mimo że często te znane twarze przypominają odzianą stopę w skarpetę i sandał wyedytowaną do granic ludzkiego rozsądku. I w ten sposób życie ludzi z talentem jest dyskontem z Biedronki, Atelier Tesco.

Zdjęcie: Raex Murillo