Pigout X Fetysz: "Podli i Obli"

uk1.png

Drogi PigOucie,


Piszę list. Ta sztuka zanikła i nikt już nie liże znaczków, żeby na języku poczuć smak kleju, który przypomina nieco w smaku stęchłe frutti di mare. Albo wytrysk. Ja nie lubię owoców morza. Białek też nie łykam. Proteinowe odżywki sprawiają, że rano, do pokoju wchodzisz jak do komory gazowej. Gym Mach Frei. Unikam jak ognia. Zamiast kolekcjonować przysiady, kolekcjonuję współczucie. Albo mi współczują ze względu na moje frustracje albo ze względu na ściśnięta żalem dupę. Ponoć jestem autorem, którym gardzi cały naród. Z kim Ty się zadajesz?  

W Londynie radość. Wesoła nowina, porodziła Syna. It’s a Boy! Jak Tyś spłodził Brendonka to też miałeś narodowe ucztowanie i paparazzi nad między-nożnym rozwarciem Twojej wybranki?  

London Eye mieni się Brexitem. Prawicowy Smeagol, Theresa May, która naprawdę wygląda jak Gollum, pogrążona w otchłani niezrozumienia. Bo nikt nie wie, co tu się do chuja dzieje. Nawet ona nie kontroluje swoich ruchów. Chyba te frykcyjno-taneczne widziałeś? Wykidajło z niej żadne jak nasza posłanka od kanapek. Wszystkie portale piszą o tym, co wyprawia i opowiada Krycha z Pisowskiego Wzgórza o charakterze szmaty. Wiedziałeś, że słowo “szmata” nie jest obraźliwe? W życiu bym na to nie wpadł. Przy całej swojej podłości. A doskonale wiesz, że jak o podłość chodzi to potrafię się wzbić na Olimp. Z Olimpu emigracji obserwuję Polskę. Ponoć odbył się jakiś kolejny marsz narodowców? Jak to możliwe, że bezpańskie psy się łapie i zamyka w schroniskach albo usypia, a te uliczne dobermany skrzyżowane z mordą rottweilera legalnie po ulicach krążą i szczekają po faszystowsku i nazistowsku? Nawet tęcza w tym kraju to obraza. Patologia. Za każdym razem jak zobaczę ją na niebie to sobie teraz po polsku pomyślę: “Cioty do gazu”, zamiast, “Wow, ale zajebiste niebo”.   

W związku z Brexitem, musiałem złożyć podanie o gwarancję pobytu w kraju. Przyjęli mnie. Nie będzie eksmisji. Jestem osiedlony. Bezpieczny. Nie podlegam zatem więcej polskim umysłowym restrykcjom. Codziennie będę upiększał Maryjkę tęczą. Czarna Madonna... Dlaczego czarna, skoro była z Izraela?   

Jak czytam Twoje menu to myślę - nie jest Ci trochę głupio promować mordowanie zwierząt? Wszędzie moda na eko i weganizm, a Ty wpierdalasz te szyneczki, kotleciki, bitki, całe rzeźnie w mieście opróżniasz, jakbyś żył w czasach komuny i dostawał na lewo spod lady. Nie to, że Ci żałuję, sam jak przyzwoity emigrant chodzę do polskiego sklepu i raz na tydzień kupuję se chłopską czy tam z kija, ale ponoć od czerwonego mięsa dostaje się raka. Weź przystopuj. Brendonek Cię potrzebuje. Czytelnicy też. I do kogo ja będę pisał listy, gdy mi Ciebie zabranie? “Gdy mi Ciebie zabraknie, gdy zabraknie mi Ciebie, jak w godzinę ostania, śladu Słońca na Niebie...”. Cofam to. Strasznie to homoseksualnie wyszło. Przepraszam. Nie komentuj. I nie patrz na tęczę, bo Cię przerobi na ciotę.  

Z angielskiego frontu doniosę Ci jeszcze o reaktywacji Spice Girls. Victoria nie weźmie w niej udziału. Suka. Uważam, że to trochę słabe, bo to cale imperium, które ma, zawdzięcza właśnie fanom zespołu. Mam bilet. Będę darł mordę tak, że usłyszysz mnie w Polsce. Koncert w czerwcu. Może się za nią przebiorę? Z moimi raciczkami i w mini wyglądałbym całkiem przystojnie. Mówię Ci, jakbyś zobaczył moją łydeczkę to marzyłbyś, żeby się w nią wgryźć. Wyślę Ci legpic telegramem później. Albo na Tinderze. Też masz konto? Czy jednak wierny? Bo w Polsce ponoć moda na internetowe randki? Tu nie ma na to szans. Związek pomiędzy strefami 1-3 to praktycznie związek na odległość. Jak Poznań i Kraków. Koziołki kontra smok. I weź se wyobraź to starcie. Przegrana. KO.

Słyszałem, że w kraju przegrywa Big Brother? Oglądasz? Czy raczej to wielkie Big Don’t Bother? 

Wiem też z plotek, że Rozenek-Majdan oprócz tego, że jest Rosenthalem polskiej porcelany, została również twarzą in-vitro? Słusznie, że się podpisuje pod wywiadami, które robił kto inny i firmuje je swoim nazwiskiem. To ważna sprawa. Ciekawe jednak, czy zęby robiła w Ćmielowie czy w Chodzieży - jak myślisz?     

Chciałem jeszcze o coś zapytać, ale atrament mi się kończy, zatem wybacz, iż pierwszy mój list do Ciebie, Przyjacielu ma taką krótką formę. Donieś mi co w kraju piszczy. Czasami, kiedy w Londynie wieje, myślę o Polsce. Ten wiatr rozwiewa jakąkolwiek moją tęsknotę za tymi wzgórzami i pagórkami ojczystymi. Wiesz, że ma być ponoć ban na burki? Sri Lanka się o niego stara. Myślisz, że dożyjemy jeszcze lat, w których w Polsce zabroni się noszenia czadoru umysłu? Blogerki sprawiły, że mózgowa boazeria jest trendy, ale czy jest szansa na zniesienie umysłowej burki? Informuj! 

Ściskam Cię z emigracyjnej delegacji na własne życzenie.  

  
Twój Fetysz.  

shutterstock

Drogi Fetyszu,

Jeśli chodzi o listy, to Cię zaskoczę, ale czasami zdarza mi się jakiś skrobnąć. Głównie koresponduję ze  Strażą Miejską, która co jakiś czas podsyła mi moje fotki cyknięte z zaskoczenia i prosi, abym potwierdził, czy to ja, a jeśli nie ja, to kto? Odpisuję im, że to na pewno, zdecydowanie, na 1000% nie jestem ja i nie mam zielonego pojęcia któż inny mógłby to być, a nie chcę zgadywać, bo to nie po dżentelmeńsku.  Oni na to odpisują z lekkim bulwersem "To nie są żarty, proszę natychmiast podać personalia" i tak sobie korespondujemy przez kilka miesięcy, i mimo iż treści podszyte są groźbami (oni) i zniewagami (ja), to wszystkie zaimki osobowe zawsze piszemy z wielkiej litery. Właśnie takiej kultury brakuje mi w rozmowach prowadzonych przez internet. Grzeczna, stonowana wymiana argumentów, a nie jechanie sobie od dzbanów i idiotów. Nie mam za to problemu z posmakiem Tutti Frutti po wizycie na Poczcie, bo tak się składa, że w Polsce mamy przy okienkach takie nasączone gąbeczki, które pozwalają pokryć znaczek substancją kleistą bez użycia języka. Polecam, bardzo ułatwiają życie.



Wieści o powiciu dzidzi przez Meghan i Harrego dotarły również nad Wisłę, niestety nikt nie dał na nie fucka. Wszyscy byli zbyt zajęci rozmkminianiem, jakim cudem Denerys dała sobie odstrzelić kolejnego smoka w ostatnim odcinku Gry o Tron? Pewnie nie oglądasz, więc dla lepszej wizualizacji powiem tylko, że nawet Justyna Żyła jest bardziej ogarnięta niż MaDka Smoków. Poza tym ten dzieciak od Meghan i Harrego nie jest księciem i ma na imię Arci, więc i tak nie dałoby się powiedzieć o nim niczego miłego, a szkoda mu dokładać na dzień dobry.



Widzę, że Anglia ma z Brexitem, dokładnie tak, jak  ja z dietą - > "Jutro już na serio ryj na knebel", po czym przychodzi jutro i jeszcze przed południem ląduję na potrójnym burgerze, więc przekładam temat na poniedziałek, a że nie jest doprecyzowane, o który poniedziałek chodzi, to w świetle prawa wszystko jest legitne i nadal mam czas". Planujecie w ogóle wyjść z tej Unii, czy tylko szukacie atencji?

Szerzej na temat polityki się nie wypowiem, bo ostatnimi czasy, dla zachowania zdrowia psychicznego, omijam ją szerokim łukiem. Wiem tylko tyle, że była inba z bananem w muzeum i nawet w pierwszej chwili chciałem się na nią efektownie oburzyć na fejsie, jak to mają w zwyczaju influencerzy. Niestety po obczajeniu w necie tej sławetnej pracy, stwierdziłem, że jest chujowa na maksa i na tyle mi się odmieniło, że po chwili chciałem pójść w drugą stronę i napisać anegdotkę opartą na bajce "Nowe Szaty Cesarza". Wiesz, że banda krętaczy wpada do cesarza i sprzedaje mu incepcję, że robią zajebiste szaty, ale jest z nimi tak myk, że są niewidzialne dla głupców. Cesarz na to: "W takim razie bierę 10 sztuk, bo taki fest mądry jestem". Oczywiście żadnych szat nie ma i cesarz biega po dworze na waleta, ale nikt nie chce wyjść na idiotę, więc dookoła słychać  tylko chór zachwytów nad tymi szatami. Dopiero w finale, jakieś dziecko pyta dlaczego cesarz jest nagi i nagle wszyscy znajdują w sobie odwagę cywilną, żeby przyznać, że też niczego nie widzą. Mam wrażenie, że podobnie jest z tymi zdjęciami banana. Ktoś puścił w świat farmazon, że to wybitne dzieło i teraz ludzie nie chcą wyjść na ignorantów, więc wszyscy ochują i achują nad wybitnością tego dzieła, tymczasem cesarz jest nagi. Mniej więcej tak chciałem napisać, ale później stwierdziłem, że przecież tutaj nie chodzi o tego nieszczęsnego banana, który mógłby zostać zastąpiony dowolną pracą, tylko o mentalnych leśnych dziadków, którzy banują różne rzeczy, bo im nie pasuje do (narzuconego przez partię) światopoglądu. Aktualnie moja opinia brzmi:  "Jebać mentalnych leśnych dziadków", ale przy okazji robić selekcję tych rzekomych dzieł sztuki, bo banan naprawdę ssie... i to dosłownie. Pewnie się ze mną nie zgodzisz, bo widziałem, że potrafisz rozpływać się nad modowymi kreacjami, które dla mnie są totalnie z kosmosu i zawsze się zastanawiam, z jak wysokiego rowerka trzeba spaść, żeby w nie ubrać. Po prostu uznajmy, że jestem małomiasteczkowy i się nie znam. A jeśli użyjesz argumentu, że właśnie na tym polega sztuka, żeby wywoływać dyskomfort, to ja odbijam piłeczkę i głosuję za tym, żebyśmy w takim razie umieścili w muzeum również siostry Godlewskie, wszak mało kto generuje we mnie taaaaaki dyskomfort.



W kwestii wege Cię zadziwię, ale ostatnio często sobie dywaguję ten temat. Nie żebym sam się przymierzał do przejścia na komosę ryżową, ale potrafię zrozumieć taką decyzję u innych. Ot kilka osób mi wytłumaczyło, że to nie jest tak, że nienawidzą mięcha, tylko mają moralniaka przez niezbyt humanitarne metody jego pozyskiwania. Szanuję to. Serio. Niestety sam bym tak nie potrafił i dlatego udaję, że mięso rośnie na drzewach. Kiedyś miałem fazę, że poszedłem do dietetyka i typ przepisał mi na pierwszy tydzień same posiłki w wersji wege #brutal. Latający Potwór Spaghetti mi świadkiem, że chciałem się trzymać tej rozpiski, ale drugiego dnia pałałem już taką nienawiścią do świata, że moja Madzia ze strachu zamknęła się w łazience i wzywała na sygnale stejki  z Uber Eats. Pomogło. Przykro mi, ale w temacie mięsa świata nie zbawię, poza tym to mały miki przy moich pozostałych nałogach. Mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze jakąś korespondencję zdążymy wymienić zanim weźmie mnie licho.



Tym listem przypomniałeś mi o istnieniu Big Brothera, który okazał się takim niewypałem, że szkoda w ogóle strzępić ryja. Już nawet nie mówię, że w dobie internetu ten program nie większego sensu, skoro jutub jest pełen patostrimerów, serwujących o wiele grubsze awantury, a żeby zobaczyć cycka, wcale nie trzeba czekać aż dziunie łaskawie wejdą pod prysznic. Zwłaszcza, że i tak wchodzą w stroju kąpielowym. TVN zawalił temat jeszcze pod względem doboru uczestników. W pierwszej edycji każdy był z innego świata, więc wióry leciały. A teraz? Wybrali bandę identycznych wizualnie mimoz, które po odcięciu od smartfonów, nie bardzo wiedzą co ze sobą zrobić, a tym bardziej nie mają niczego ciekawego do powiedzenia, więc zamulają na sofach i patrzą w sufit. Emocje jak na grzybach. Już wolałbym przeczytać książkę Małgoni Rozenek o in vitro, niż to oglądać. Swoją droga trzeba być przechooy talentem, żeby w jednym tygodniu zaprojektować kolekcję porcelany, w następnym wypuścić książkę ze zdrowymi przepisami, dwa dni później  wyskoczyć z rozprawką o in vitro, a w kolejny poniedziałek, pokazać światu poduszkę dla karmiących matek według własnego, innowacyjnego projektu. Da Vini się chowa. Ale jeszcze lepszy jest Radzio. Wejdź na jego instagram i oblookaj reklamę perfum sygnowanych Majdanowym nazwiskiem. Gwarantuję, że ze śmiechu nakryjesz się nogami. Radziu chciał tam zapozować na Dejvida Beckhama... niestety wyszedł mu Radzio w jeszcze bardzie creepy wersji niz zwykle. Do tego zostajemy uraczeni niesamowicie paździerzowym montażem oraz muzyczką zajumaną z "Requiem for a dream". Jako kropka nad "i", wchodzi slogan "Wyrafinowanie i sukces".  Szaleństwo. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Tu masz link


Tymczasem kończę, bo mi się Brendonek obudził od tego stukania w klawisze. Trzymaj się ramy i do następnego.

Pig


11873355_969218406454238_8931634581920786808_n.png

Głodny, zły i brzydki. Miłośnik trzypiętrowych burgerów, fan popkultury, entuzjasta podróży i kontestator rzeczywistości. Za gruby na hipstera, zbyt leniwy na influencera, w sam raz na blogera. Wbija kij w internetowe mrowisko od 2015 roku (PigOut.pl). Jego specjalność to roastowanie celebrytów, biczowanie polityków, wytykanie fuckupów oraz darcie łacha z całej reszty. Nie brzydzi się sarkazmem, ironią i glutenem.

Facebook

Blog

Instagram


fot. Ariel Majtas

fot. Ariel Majtas

Bartek Fetysz, Redaktor Naczelny. Autor książki "Obudziłem się trochę podły". Był Editor-at-Large nowojorskiego IDOLL Magazine. Współpracuje z Gońcem Polskim w Londynie i serwisem Plotek. W przeszłości publikował dla portali takich jak Plejada, Przeambitni, Wirtualna Polska, VICE. Publikowały go LS LAIFstyle, GT GayTimes (UK), DJ Magazine, RAZEM, NOIR (UK), RION Magazine (UK), VOGUE Italia, KEIN (Turkey), Glamour, ELLE.