Bartek Fetysz: "Pognieciony"

c3.jpg

W lustrze nie widzę upływającego czasu. Przypominają mi o nim tylko wizyty w Polsce. Za każdym razem, kiedy tam wracam – to samo. Nie masz żadnej dziewczyny? Żadnego chłopaka? Może Ty jakiś nienormalny jesteś? Wybrakowany? No co się dziwisz? Jesteś już w tym wieku, że powinieneś, kogoś mieć, we dwoje łatwiej, chciałabym (pra)wnuki. Nie masz męskich potrzeb? A może Ty bezpłodny jesteś? Dziecko i 500+ wyznacznikiem sukcesu i szczęścia w kraju. 

Najlepsze albumy wszech czasów nie są o miłości. Są o złamanym sercu. O kompletnym obnażeniu się, emocjonalnym rozebraniu się. O striptizie z warstw żył i mięśni. Taki album to “Back to Black” Amy Winehouse. Kiedy ta śpiewa utwór tytułowy, to tak jakby rozpinała swój kokon z włosów, odrzucała doczepy, łzami zmywała eyeliner i powoli zdejmowała z siebie ubrania w stylu lat sześćdziesiątych, a następnie wychudzoną dłonią i ostrym paznokciem, jak kostucha, rozpruwała skórę i odrywała od kości mięśnie. Aż zostaje samym kościotrupem z bijącym sercem pomiędzy dygocącymi z wycieńczenia żebrami. Klatka z żeber, a w nich, żywe mięso. Na wysokich obcasach. Aby było lepiej widoczne ze sceny. Ten album nie jest hymnem na cześć miłości. To jej pogrzeb. Najśmieszniejsze jest to, że jest też o skurwielu, który wykonał na Amy wyrok. Kara śmierci na sercu. Heroinowemu Blake’owi, który ją zabił, wystawiła wieczny pomnik. Każdy, kto będzie słuchać tego arcydzieła, będzie wiedział, kim jest ten ćpun. Nic nie sprzedaje się lepiej niż toksyny, narkotyki i rozpacz. Ewentualnie seks. Ale to dwie różne historie. Adele, autorka hitów dla matek, kochanek i żon, z miłości utkwiła w pieluchach. Amy zapiła się na śmierć. Janis przyjęła działkę życia. Zloty strzał. Whitney z córką topiły się z samotności. Miłość to według nich cierpienie. Skazywanie się na dobrowolne tortury. 

Depresja zabiła we mnie miłość. Wiele razy rozbierałem się przed ludźmi ze swoich warstw i za każdym razem mnie krzyżowano. Zmartwychwstawałem, ale coraz bardziej zamknięty na świat i uczucia. Aż wreszcie, zamiast zostawiać po sobie całuny - zbudowałem dokoła siebie mur. Jest widoczny z kosmosu. W depresji trudno jest pokochać siebie, a co dopiero drugiego człowieka. Miłość gniecie. Jestem pognieciony. Niczyj. Nie da się mnie wyprasować. Bywają dni, że nie należę nawet do siebie. Należę do łóżka. I z niego nie wychodzę. To najbardziej toksyczny związek jaki uprawiałem w życiu. Raz, zdradzono mnie w moim własnym łóżku, w moim domu. Pamiętam, że pociąłem i podpaliłem wtedy materac, żeby więcej na nim nie spać. Smród był tak wielki jak cięcie na sercu.  

Jaki jest odgłos łamanego serca? Przypomina ścinanie drzewa? Powolne wybrzuszanie aort, aż pękną i rozleją się krwistym atramentem po organizmie? A może brzmi jak łamanie plastiku? Trzask. The end. Finito. Napisy końcowe. To naprawdę już koniec. A może brzmi jak temperowanie ołówka? Albo skrzypiące paznokcie na tablicy? A może to taki dziwny, kleisty dźwięk jak wsadzanie palców w mięso i rozdzielanie je na płaty przed uprzednim ubiciem na mielone? Nigdy nie słyszałem odgłosu łamanego serca, chociaż pewnie złamałem nie jedno, a i moje rozsypało się w puzzle. Nigdy ich nie poskładałem. Moje życie miłosne leży schowane w kartonie w piwnicy. Nie otwieram i nie odwiedzam go. Jestem miłośnie wyzerowany. Null. Jak wytatuowany ludzki outsider bez płci, pępka i sutków. 

Miłość. Choroba, na którą nie ma lekarstwa. Definicja, której znaczenia nie znajdzie się w żadnym słowniku. Oto, czym często bywa miłość. Samookaleczeniem. Okaleczaniem się w duecie. Stąd pary sado-maso, wyznające sobie miłość całując się z żyletką w ustach, która z dziąseł robi krwawą sieczkę. Okaleczanie w imię miłości. Oddanie? Zboczenie? Dewiacja? Fetysz? Nie. Zwykłe popierdolenie. Jedynym plusem bycia odurzonym miłością jest fakt, że się chudnie. Najlepsze diety układa się dla par. Kiedyś wynalazłem dietę białkowa: że niby codziennie wieczorem trzeba zjeść coś z dużą ilością białka i to działa odchudzająco. Magia. Najprostszy sposób na codzienną bombę białkową to wytrysk w usta - strzał, buzi, buzi, po miesiącu jesteś kościotrupem.

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Nowoczesny zapis miałby wiele rozwinięć. Spieszmy się kochać ludzi, zanim znajdą kogoś nowego. Spieszmy się kochać ludzi, nadzieja matką głupich. Spieszmy się kochać ludzi, miłość jest ślepa, a ślepy gówno widzi. Spieszmy się kochać ludzi, im szybciej cię porzucą, tym szybciej dojdziesz do siebie. Po co kochać innych? Lady Diana kochała ludzi, a skończyła zaszczuta. Królowa Ludzkich Serc z roztrzaskanym w tunelu życiorysem. Ale w tym świecie bez zasad, cenzury, bez gumki, trzeba wierzyć, że miłość istnieje. J’adore. Je t’aime. Obiczam te. I love you. Te dua. S’agapo. Te guiero. Te amo. Watakushi wa anata o aishinasu. Ich liebe dich. Jag älskar dig. Ik hou van jou. Minä rakastan sinua. Wo ai ni. Kocham Cię.  

Kochaj siebie. Powtarzaj to przed lustrem. Bo miłość do siebie, to najpiękniejsze z uczuć jakim można siebie obdarzyć. I wcale nie egoistyczne. Potrzebne. Niech rozrywa płuca, tłoczy do serca krew, niech rozbiera z emocji, słów i gestów. Zrób przed lustrem striptiz z siebie. Ze swoich warstw. Do bycia szczęśliwym trzeba zdrowego związku ze sobą. Wtedy widoczny z kosmosu mur maleje. Wszystko inne można kupić w sex shopie.

IMG_3197.jpg

Photographer: Malc Stone @malcstonephoto / Model: Marlon McKenzie @marlonmckenzie / Agency: J'Adore Models, Supa Model Management, MGM Models, Ice Genetics @jadoremodelsmcr / Styling: Leandra Palmer @leandrapalmer / Grooming: Roxanna Gillani @roxannagillani


fot. Ariel Majtas

fot. Ariel Majtas

Bartek Fetysz, Redaktor Naczelny. Autor książki "Obudziłem się trochę podły". Był Editor-at-Large nowojorskiego IDOLL Magazine. Współpracuje z Gońcem Polskim w Londynie i serwisem Plotek. W przeszłości publikował dla portali takich jak Plejada, Przeambitni, Wirtualna Polska, VICE. Publikowały go LS LAIFstyle, GT GayTimes (UK), DJ Magazine, RAZEM, NOIR (UK), RION Magazine (UK), VOGUE Italia, KEIN (Turkey), Glamour, ELLE.