Fiolka Najdenowicz: "Głupek Leśny"

Czytając Państwa komentarze dotyczące mojej osoby na moim fejsbucznym fanpejdżu ego mi puchnie, szczęka opada - to o mnie? Bo ja się nie poczuwam... Widzę bowiem:

thumb1.jpg

“jesteś zajebista”, “jesteś moim ideałem kobiety”, “podziwiam cię”.

Same peany.

Pragnę Państwa wyprowadzić z błędu. Otóż – wcale nie jestem zajebista, a czasem wręcz się dziwię, dlaczego, przy tak bezdennej głupocie, jaką zdarza mi się odpierniczać – jeszcze żyję.

Głęboko wierzę w to, że inicjacje najwyższych rangą buddyjskich lamów, które otrzymałam w tym życiu, mają za cel mój rozwój duchowy, co oznacza, że ego, gdy zaczyna wychylać swój obmierzły łepek – dostaje bardzo bolesny i dotkliwy łomot. I gdy tylko sobie przeczytam ten ocean komplementów i zaczynam myśleć: “A może rzeczywiście jestem taka wspaniała oraz wyjątkowa” - następuje ZONK.

Przykłady? Proszę uprzejmie. Ostatnio niechcący obraziłam, wkurwiłam, doprowadziłam do świecenia i zrobiłam świństwo osobie, na której mi szalenie zależy, której w zasadzie chciałabym ścielić płatki kwiecia pod stopami i wielbić publicznie oraz prywatnie. Stało się inaczej, nie pomyślałam, chlapnęłam o dwa zdania za dużo. No zajebista jestem, czyż nie?

Dzień wcześniej natomiast wyprosiłam za drzwi jakąś grubą szychę restauracji, w której pracuję. Już tłumaczę o co chodzi. Otóż, gdy robi się kolejka, to mogę mieć w środku tylko cztery osoby. Reszta społeczeństwa musi czekać na zewnątrz, niezależnie, czy wicher dmie, czy grad napierdala, sorki, wyjście ewakuacyjne ppoż, a to w UK jest traktowane ze śmiertelną powagą i tak zostałam przeszkolona. No i mam ten dziki tłum, który napiera na wejście, podchodzę do wysokiego pana, proszę, aby zechciał poczekać na zewnątrz. Użyłam formy “Will you please?”, więc bardzo formalnej, z uśmiechem, według niego nie dość szerokim i czołobitnym. Pan się obraził, poprosił o menadżera, ten zbladł, poleciał do dyrektora, ten też się zdenerwował. Zostałam poinformowana, że to nie żaden szef regionu, tylko sam właściciel całej sieci naszych restauracji... No brawo Najdenowicz, przeszłaś samą siebie. Zaczęło mną telepać, dyrektor podszedł, powiedział, żebym się uspokoiła. No, nie wiedziałam kto to, gdyby to był ktoś kogo znam, np. Donald Trump (nie osobiście, wiadomo), to bym go wyprosiła świadomie, bo nie lubię typa.

Inteligentna może? Otóż chała, niestety. Robiłam sobie kiedyś test na IQ, wyszło mi jakieś 40, w zasadzie powinnam leżeć i się ślinić, chyba cukinia ma więcej, ale do rzeczy. Rząd brytyjski wymyślił sobie, że pracujący w UK obywatele EU muszą się zarejestrować, aby uzyskać “settled status”, nie wiem po co, bo mamy już NIN, który nas uprawnia do wszystkiego, ale nie oceniam, obowiązek i już. W tym celu ściągnęłam za radą przyjaciółki aplikację na telefon i odbębniłam całą procedurę, co wymagało grzebania w telefonie i uruchamiania nieużywanych nigdy funkcji, które wyłączam, aby mi nie żarły pamięci. Ogarnęłam sprawę, po czym postanowiłam draństwo wyłączyć, na koniec zobaczyłam jakieś strzałki “przesyłanie danych”. Jakich danych?! Żadnych danych nie chcę przesyłać nie wiadomo komu, co to kurwa jest, na niebiesko się świeci, a po chuj się świeci, sru, wyłączyłam. Następnie bardzo się zniesmaczyłam, że mi Internet poza domem nie działa. Co za bezczelność, przecież płacę za telefon z Internetem, już trzeci dzień nie działa! Dalej, jazda z awanturą do O2. W biurze obsługi klienta, ciemnoskóre ciacho płci męskiej obejrzało sobie na monitorze służbowym, ile mam daty, stwierdziło, że od cholery, poprosiło o aparat, zrobiło “pyk” w te niebieskie strzałki. Internet VOILA. IQ 40 się kłania w pas.

“Jakaś ty odważna, podziwiam cię” - jeden z najczęstszych komentarzy. A kto miał sraczkę przez dwa dni i zabierał się jak pies do jeża za wspomniany “settled status”? Niżej podpisana. Bo ja mam totalną fobię urzędową. Jak mam coś załatwić, to jestem ciężko chora i odkładam to w nieskończoność.

Jak to ma być zajebiste, to chyba kogoś pogięło. Jaki z tego morał? Otóż, każdemu, absolutnie każdemu, zdarza się dać dupy. Rozmawiałam na ten temat z moją tajską landlady, która powiedziała: “Przeproś i żyj dalej”.


grafika: Paweł Jaskólski


fot. Marek Pietroń

fot. Marek Pietroń

Fiolka Najdenowicz. Postmenopauzalna stara jędza na emigracji. Wcześniej piosenkarka. Autorka tekstów i książek "Głośny Śmiech" i "Trup w Szparagach". O resztę pytaj w Google