Marta Płusa: “Taki Kobiecy Fetysz - Akt Pierwszy”

Marta Plusa_3.jpg

Akt pierwszy.

Niektóre kobiety mają fetysz: robienie innym kobietom niedobrze. Nie musimy sobie wszystkie pomagać, ale mogłybyśmy nie przeszkadzać.

Homo homini lupus. Raczej bym powiedziała, że kobieta kobiecie wilkiem, aniżeli człowiek człowiekowi wilkiem – mulier mulieri lupus. Lupus to inaczej po angielsku "toczeń", czyli jedna z bardziej złośliwych chorób, której przyczyny są jeszcze nieznane. Wiadomo jedynie, że organizm zaczyna atakować sam siebie, niszcząc wszystko po drodze. Tak samo, nie wiem, skąd, do cipy Pana, u niektórych z nas bierze się zawiść względem siebie i autoagresja. W końcu jako jedna płeć powinnyśmy tworzyć jeden organizm. Zamiast wzmacniać nasz układ odpornościowy, działamy na jego niekorzyść. Wiele z nas zapomina, że gdy zaczniemy go wyniszczać - poskładamy się wszystkie. Poodpadają nam, jak trędowatym, ręce, których już sobie nie podamy do współpracy... Albo inaczej – dosłowniej - ręka ręki już nie umyje. Ani nie zrobi sobie dobrze.


Niektóre dochodzą samodzielnie, na własną rękę, inne zaś potrzebują masturbować się dyskredytowaniem innych. Sprowadzeniem ich do pozycji biernej:

"Nie wychylaj się, a ja będę zbierała oklaski. Leż i nic nie rób, a ja będę w ekstazie krzyczała, że o siebie wzajemnie nie dbamy". Sado-maso hipokrytek.

Chcecie wiedzieć, jak naprawdę wygląda moje środowisko? Środowisko feministek? Przykro mi to powiedzieć, może sama się tym okaleczę, ale wolę pokazać nagą prawdę. Może za moment będę kompletnie goła i bezbronna – rozkraczona, z myślami wyciągniętymi bezwstydnie na wierzch – ale nie będę gołosłowna. Dlatego też podam parę przykładów, które mnie spotkały - zdzieliły po twarzy. 3xK. Kongres, kobiety, książka. Oto sztuka w trzech aktach.

Kurwa, kurwa, kurwa mać.  Kongres Kobiet

Super, że są takie spotkania jak Kongres Kobiet. Super, że porusza się tematy, które mówią o przemocy wobec kobiet, o prawie, które jest nieprzychylne wobec nas w pewnych kwestiach. Ale pod tą całą piękną warstwą tych spotkań są liderki, które gówno wiedzą o prawdziwym feminiźmie, a jedynie o nim pieprzą.
Pamiętam, gdy pewna czołowa liderka feministyczna w naszym kraju z okazji Dnia Kobiet na jednym ze spotkań feministycznych mówiła, jak to kobiety ze sobą nie trzymają; jak to odbierają blask innym kobietom, umniejszają je po to, aby tylko jedna pozostała tą przodującą. Oczywiście, wszystkie z nas ją oklaskiwałyśmy, ponieważ miała rację. Niecałe trzy miesiące później w Pałacu Kultury odbył się Kongres Kobiet, na który z chęcią poszłam, żeby posłuchać jak ta sama czołowa feministka na scenie, nagle, w trakcie wystąpienia, zaczęła przekrzykiwać inną kobietę. Liderka feministek zaczęła ośmieszać tę kobietę, która… miała to samo zdanie, co ona. Dyskredytowała tę drugą feministkę, aby wszyscy mieli słuchać tylko jej samej. Aby nie daj Boże, inna nie miała czegoś do powiedzenia. Czołowa liderka sama odbierała głos i światło drugiej kobiecie, która mówiła tym samym głosem, co ona. Ale nie mogła pozwolić przecież na to, aby przodowała inna. Kobieca solidarność. Brawo…


Inna sytuacja na Kongresie Kobiet: Poszłam na panel dyskusyjny, który poruszał kwestię sztuki. Nawet w okularach niewiele widzę, więc poszłam na sam przód. W pierwszym rzędzie siedziała kobieta z wyrazem twarzy, jak zaciśnięta pięść: może miała zły dzień, ale spoglądała na wszystkie tak, jakby ich nienawidziła. Obok niej były dwa wolne siedzenia, dwa z nich zajęła jej torebka. Uznałam, że komuś zajęła miejsce, inaczej by mi ustąpiła, jak normalny człowiek. A ja jak normalny człowiek nie chciałam przeszkadzać, siedząc z przodu, ponieważ każdy szept było słychać. Więc przycupnęłam przy kolumnie. Nie była to wygodna pozycja, ale siedziałam tak, wsłuchana w panelistki, gdy pewna znana z mediów, jedna z czołowych feministek w Polsce, stanęła obok nas i wtedy… Kobiecie-z-obrażoną-na-cały-świat-twarzą nagle wybuchnął uśmiech na twarzy do znanej-z-mediów-feministki i natychmiast zabrała swoją torebkę, mówiąc przesłodkim głosem:

- Ależ niech pani siada! Niech pani siada – przedstawiła się uroczo, nalegała, żeby ta z nią usiadła, po czym dodała, gdy ta oponowała – Ależ niech pani usiądzie: w końcu trzeba sobie wzajemnie pomagać, my, kobiety, nawet przy małych kwestiach.

I żeby była jasność: to, że zwracam uwagę, co inne czołowe feministki robią, nie znaczy, że pluję jadem. To, że mówię, że pewne czołowe feministki dopchały się do mikrofonu, nie znaczy, że mają rację w swoich zachowaniach. Te kobiety mówią mądrze i nie chce ich dyskredytować, ale chciałabym, aby zaczęły też się zachowywać. Bo skoro mówią o tym, że feminizm nie rośnie w siłę, że jest nas za mało, to zastanówmy się, dlaczego. Działajmy lokalnie, aby zdziałać cokolwiek globalnie.


Mam dziwne wrażenie, że wiele z nas, kobiet, mówi o tym, że chcemy liderek w feminizmie, ponieważ chcemy równości, ale w praktyce to się nie sprawdza – wiele z czołowych i rozpoznawalnych feministek sama pcha się, aby być tymi głównymi, na które pada światło reflektorów, a równość w ich przypadku polega na tym, że starają się dosięgnąć tych, które są na górze i chcą z nimi się zrównać. Tylko wtedy przejawia się równość i wspólna walka, kiedy można ogrzać się w blasku innych. Bo nie sztuką jest tagowanie zdjęć ze znanymi paniami i dziękowanie znanym paniom, żeby wszyscy widzieli, z kim się przyjaźnimy, ale realne pomaganie tym mniej znanym (i nie – nie mówię tu o sobie i nie uważam, że mi się należy coś; jak ktoś chce interpretować po swojemu, to ja nie pomogę).

Niektóre dochodzą, gdy są na szczycie. Przede wszystkim ponad innymi kobietami; gdy mogą masturbować własne ego, wiedząc, że inne kobiety są pod nimi. I szczerze? Niech się pieprzą – same się zetrą aż do kości i tylko pył z nich zostanie.


Ciąg niestety dalszy nastąpi...


zdjęcie z archiwum autora