Bartek Fetysz: "Uprzywilejowani".

W dzisiejszych czasach wypada być otwartym i wszystko co inne, szczególnie homoseksualne, głośno chwalić i rozprawiać o tym, jakim to się jest tolerancyjnym obywatelem. Tolerancyjnym, czyli lepszym. Z czerwonym paskiem na świadectwie z wiedzy o społeczeństwie. Obywatel prawy, zachowanie wzorowe. Nietolerancja kojarzy się z upośledzeniem, nazizmem, marksizmem, PiS-em, islamem. Nie wiem z czym jeszcze,  wymieniam przykłady jak leci, taki wyścig śliny na języku. Bycie tolerancyjnym stało się modne. Nośne jak kalesony. I w ogóle wszyscy się tolerują, kochają, świat to jedna, wielka rodzina. Ale to wszystko jest na niby. Żyjemy bowiem w świecie uprzywilejowanym, w którym przywileje ma tylko część społeczeństwa, a reszta jest tolerowana. 

Ostatnio wszędzie akceptuje się związki partnerskie. Podkreślam – akceptuje. Nie legalizuje, tylko akceptuje, choć i procedura prawna ruszyła w kilku oświeconych państwach uświęconych światłymi obywatelami. W Polsce zaś Mordor. Było ciemno, ale teraz to zgasły już wszystkie światła. Przy większych zlotach ludzkich, akceptacjach i legalizacjach, w imię tolerancji wszyscy wstawiają sobie znak równości jako zdjęcie profilowe. I ja nie wiem, która równość do mnie krzyczy i co krzyczy, bo każda na Facebooku walczy o coś innego. Każdy sobie powinien ustawić nick EQUALITY – ile ludzi, tyle równości - to byłby dopiero cyrk. Bez cyrku zaś uważam, że wszyscy powinni mieć prawo do ślubu. Z tego powodu, że nie ma miłości lepszej ani gorszej. 

Społeczność homoseksualna jest mniejszością – ale czy nie powinny przysługiwać jej podstawowe ludzkie prawa, jak prawo do miłości, wspólnego domu, adopcji zwierząt, testamentu, wspólnoty czy podziału majątku? Czy fakt, że kochają przedstawicieli płci własnej oznacza, że kochają inaczej? Dlaczego inaczej? Nie pęka im serce z żalu, smutku, kiedy ich połówki kończą związki, bo pojawił się ktoś inny, wypalają się albo po prostu umierają? Nie bywają zazdrośni, kiedy z drugiej strony sali w klubie ktoś ślini się na widok ich partnerów? Nie boją się o ich zdrowie? Nie planują przyszłości, ślubu, szczęścia? Nie mają takich samych orgazmów? Inaczej drzemią w ciągu dnia czy inaczej wpierdalają kanapki, bo tyłem głowy lub pośladkami? Dlaczego zatem są „kochającymi inaczej”? Są miłosną mutacją? 

Z jakiego powodu przedstawiciele heteroseksualni mają mieć przywilej szczęścia zawartego w obliczu rodzin i przed Bogiem, a homoseksualni już nie? Wierzą inaczej czy wierzą w innego Boga? Ich Jezus zapierdala po wodzie w cekinach i na koturnie, Matka Boska jedzie na ecstasy, a z różańca kręci lasso i poluje na Ducha Świętego? A może to wszystko przez Biblię? Ale kto wie, co Adam wyczyniał z Bogiem zanim pojawiła się Ewa? Przecież „Bóg miłował Adama”. Takiego zwrotu akcji jednak nikt nie dopuszcza, bo to przecież obrzydliwe i nie do pomyślenia. Bo pedały to sama patologia, „czajniczki”, obroże, układy Master i Niewolnik, defilada zboczeń i do tego na bank pedofilia, przecież ten sam trzon z liter. Gdzie tam do Boga! Winić można tylko media plotkarskie, które żywią się od zawsze skandalem na szkodę środowisk LBGTQ. Piszą o degeneratach powiększających sobie jądra silikonem zamiast o normalnych rodzinach. To polskie medialne lobby tkwi w dziwnym rozdarciu, samo siebie nie lubi, nienawidzi kobiet, na pokaz zachwycone jest taniością, zwraca się do innych mężczyzn per „ona” albo „byczesss”, zazdrosne jest o sukcesy innych, zakochane w Britney  z czasów,  kiedy w ramach załamania nerwowego goliła sobie głowę. Jest upadek, są brawa. I ludzie patrzą na takie rozwrzeszczane show i pukają się w czoło zamiast się nim zachwycać. Dlaczego zawsze parodia geja to typowy „czajniczek” i przegięty głos? Taki wizerunek homoseksualisty serwowany jest w mediach. Bez zmiany tego obrazu nie da się wpłynąć na społeczeństwo, by dało przyzwolenie na miłość homoseksualną. 

W dzisiejszym świecie i homo, i hetero monogamia nie ma się najlepiej. Wydaje mi się, że odchodzi do lamusa, jako że wszędzie dupa rządzi światem, każdy chce ich zaliczyć jak najwięcej. Podam przykład z życia.  Kiedyś znałem taką parę – przykładne małżeństwo, ileś tam lat razem, obaj pasjonaci fotografii, gęby znane z życia nocnego na Soho. Nagle w tle pojawia się drugi i trzeci THE ONE, ten JEDYNY, wyczekiwany książę na rumaku i para się rozstaje. Każdy wiąże się z nowym księciem i teraz paradują w czwórkę, medialnie dzieląc się wszem  wobec radością z zaistniałej sytuacji. Następnie, zupełnie jak w „Gali” czy „Vivie”, sesje zdjęciowe ze starym i nowym partnerem, róże, bratki, tulipany, żonkile, trufle w polewie truskawkowej. Może to właśnie dzisiejszy obraz miłości? Dodam, że wszyscy się przyjaźnią. Mało jest  par hetero w takich samych konfiguracjach? Poliamoria. Wielomiłość. Poligamia nie miała i nie ma przyzwolenia w polskim społeczeństwie. Dlatego polihetero nie widzi się w mediach czy na ulicach, a homo – jawnie i dumnie. To, co homoseksualiści lat temu jeszcze dwadzieścia budowali – dzisiaj będzie upadać przez takie właśnie obnoszenie się swoją seksualnością. Bo ci uprzywilejowani, hetero, co nawet w komentarzach można przeczytać, zaakceptują, dopóki nie muszą tego oglądać. U gejów zaś to zawsze musi być w brokacie i głośno – jeden w dupę i dwa w usta. Taki Heniek spod mięsnego nie chce patrzeć jak się ustnie szamocą, niech sobie robią, co chcą i się żenią, ale z dala od niego, a tu prawie informacja „Ty będziesz następny” i każdy hetero boi się o los własnej dupy. Nigdy nie da przyzwolenia, żeby się tamci gdzieś panoszyli. Rozumiecie ten algorytm? Mężczyźni hetero nie widzą w Madonnie gwiazdy, tylko starą wulgarną sukę, ale zagajerowanego Zenka Martyniuka śpiewającego o tym samym postrzegają  już jako wodzireja narodów. 

Mama i mama. Tata i tata. Często tatusiowie i psy. Z tymi psami to jest doprawdy śmiesznie. Takie zastępstwo dzieci, które najpierw wyglądały jak yorki, zmutowały w cziłały, a teraz mutują znowu w pugi czy tam i buldogi. Jakoś tak brzydną te zwierzęta tym gejom. Coraz bardziej płaska mordka, coraz więcej zmarszczek. I tu pytanie społeczeństwa: Po co gejom dzieci? U par hetero to „normalne” – instynkt macierzyński, większość kobiet prędzej czy później zamienić się chce w inkubator, uświęcić cudem narodzenia, wydalać mleko i zachwycać zapachem kupki niemowlaka. Potrzebę taką mają też ponoć niektórzy mężczyźni. Mimo konserwatywnego wychowania: Mama + Tata = Rodzina z wiekiem zaczynam popierać adopcję przez pary homoseksualne. Chociaż nie było to dla mnie takie hop-siup. Bo czy ja znam jakieś wzorce? Homorodziców? Czy w ogóle ktoś może mi powiedzieć, jak wygląda w Polsce lesbijska para albo chociaż jedna medialna i otwarcie o tym mówiąca lesbijka? W ojczystych mediach nie widziałem żadnej. Na świecie bezsprzecznie rządzi Ellen. Jakaś tam oddalona o inny budżet Jodie Foster ma dzieci, Ricky Martin dwoje, a zamężny Elton John też odchowuje pociechy, ale to są zamki, pałace, miliony, życie ustawione. Ilu jest w Polsce takich Ricky Martinów i Eltonów Johnów z mężami i z dziećmi? I dlaczego to takie nie do pomyślenia, żeby para jednopłciowa wychowała fajne, inteligentne dziecko? Czym rożni się wychowanie przez parę lesbijek, w której jedna lub obie są matkami, a czym przez heteroseksualną matkę, babcię i ciocię? I dlaczego wychowanie przez dwóch mężczyzn musi skończyć się kataklizmem? Czy ktoś zrobił statystyki? Badania? Bo ja bardzo chciałbym je zobaczyć. To takie pierdolenie, że te dzieci miałyby przesrane w szkole. Wyglądają inaczej? Przyszłyby na Halloween z dildo na czole jako seksualne jednorożce?  Proszę powiedzieć, czy dziecku może się przydarzyć w życiu coś gorszego niż bidul? Może, jeśli jest prowadzony przez zakonnice. A kto nie wie, o czym mówię, niech sięgnie po „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” Justyny Kopińskiej albo biografię Kory napisaną przez Kamila Sipowicza. Jak słyszę habit, myślę zło. Tak jak PiS-owcy myślą pedo, kiedy słyszą homo

Środowiska homoseksualne na świecie mają problem z byciem rozumianym przez przedstawicieli hetero. Dlaczego ciągle dwóm mężczyznom zadaje się pytanie, który jest żona, a który mężem? Dlaczego pyta się o to samo dwie kobiety? W związkach hetero nie ma takich dylematów. A przecież w każdym z nich, ktoś jednak nosi spodnie i nie zawsze jest to facet – bywają pantoflarze. To krzywdzące wciskać ludzi w znane szufladki, koniecznie z jakąś banderolką, żeby zrozumieć wedle własnego postrzegania świata. To właśnie uprzywilejowanie. Wyjaśniła to doskonale na swoim kanale na Facebooku Kendal Turner, aktorka i pisarka. W trakcie jednej z wizyt w centrum handlowym zostały z żoną zaczepione przez mężczyznę, który poprosił o wskazanie tej dziewczęcej. Trzyminutowy wykład Kendal na ten temat powinien obejrzeć każdy. Po pierwsze kobieta nie może być mężem, jak i mężczyzna nie może być żoną. Dlaczego przypisuje się związkom homoseksualnym role, które mają miejsce w związkach hetero? Facet homo nie chce żony, tak jak kobieta les nie chce męża. Czy tak trudno to zrozumieć? Oni zakochują się w przedstawicielach swojej płci, a nie w hetero schemacie szczęśliwej rodzinki z podziałem na role. W związkach chodzi przecież o partnerstwo, to właśnie ono jest największym skarbem, ale nie patologiczne – kobieta do garów, a mężczyzna do pracy. Nie. Ma być po równo. Kendal pyta, dlaczego tak bardzo role w jej związku interesują tego mężczyznę? Chce się przyłączyć? Dlaczego obraz dwóch kobiet uprawiających seks tak bardzo podnieca hetero samców, a seks przedstawicieli tej samej płci obrzydza i odrzuca? Czy nie zdają sobie sprawy z tego, że dwie kobiety uprawiające seks to akt homoseksualny? Od dziecka oglądamy dziewczynki chodzące za rączkę i ćwiczące ze sobą pierwsze pocałunki, bo jest na to społeczne przyzwolenie. Dlaczego chłopcy nie mogą robić tego samego? Od dziecka uczyć się wrażliwości i okazywania miłości? Bo to zboczone? A dlaczego nie jest to zboczone w wykonaniu dziewczynek? Przestańmy postrzegać człowieka przez jego orientację seksualną. O tym samym mówi Kendal – jej seksualność to najmniejszy procent definicji jej jako człowieka,   wymienia ją gdzieś na końcu, po określeniach takich jak: kobieta, matka, żona, kochanka, aktorka, pisarka, boski dar, kosmiczna energia, czyste piękno, dobro...  Gdzie kończy się hetero, a zaczyna homo? Skąd ta chęć przypinania ludziom metek albo próba wyciągania przez media plotkarskie ludzi z szafy i z ich strefy komfortu? Dlaczego z miłości, z najbardziej intymnej i pięknej rzeczy chce się publicznie rozliczać? Trzeba być wybitnym skurwielem, żeby komukolwiek to fundować. 

W Polsce homofobia będzie kwitła tak długo, dopóki media nie zaczną przedstawiać obrazu zwykłych, szczęśliwych homo obywateli – kobiet i mężczyzn. Czy mamy w kraju w ogóle jakieś znane rodziny jednopłciowe? Znanych i szanowanych przedstawicieli ruchu LGBTQ żyjących w stałych związkach? Kilku. Nie mieszkamy w takim ciemnogrodzie, jak nam się wydaje. Jest iskra nadziei. Na przykładzie Roberta Biedronia widać, że Polska jest gotowa nagrodzić mniejszość najwyższym tytułem w kraju. Niech tylko nigdy prezydent Słupska nie zacznie opowiadać publicznie po rozłące z partnerem, że zachowuje się jak króliczek Duracell. Czy homo, czy hetero bowiem zasada jest jedna – opowiadanie w mediach o tym, co dzieje się w sypialni, jest niesmaczne. A najlepiej wie o tym hetero uprzywilejowana z samego rana Monika Zamachowska, która o „seksie bez krępacji” - jak mówi ciotka mojej znajomej - opowiada w telewizji. 

Tekst pochodzi z mojej debiutanckiej książki “Obudziłem się trochę podły” - wydawnictwo Chatulim. Kup teraz (kliknij).


fot. Ariel Majtas

fot. Ariel Majtas

Bartek Fetysz, Redaktor Naczelny. Autor książki "Obudziłem się trochę podły". Był Editor-at-Large nowojorskiego IDOLL Magazine. Współpracuje z Gońcem Polskim w Londynie i serwisem Plotek. W przeszłości publikował dla portali takich jak Plejada, Przeambitni, Wirtualna Polska, VICE. Publikowały go LS LAIFstyle, GT GayTimes (UK), DJ Magazine, RAZEM, NOIR (UK), RION Magazine (UK), VOGUE Italia, KEIN (Turkey), Glamour, ELLE.