Bartek Fetysz: "Totalne Oszatanienie"

Czy nie macie Państwo wrażenia, że ten świat totalnie oszalał? Nie dosyć, że płonie (Afryka, Brazylia, gdyby ktoś nie słyszał) i tonie w plastiku to wciąż mnoży totalnie beznadziejnie zastępy medialnych i Instagramowych debili. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Debil to wedle słownika SJP człowiek “upośledzony umysłowo w stopniu lekkim”. Wszyscy, którzy kochają modę na pokaz, są pseudo-Influencerami i nie czytają książek, ale z nimi pozują dla lajków, pewnie pomyślą, że SJP to skrót od Sarah Jessica Parker.    

Oszatanieć. Czasownik. Pochodzenie: Poczta w Polsce. Ja nie bywam w kraju często, ale jak już bywam to po ludowemu i z przytupem, bo ja jestem patriotą. Zawsze mam wtedy na koncie jakiś skandal, ale czasami muszę załatwiać bardzo ludzkie, wcale nie skandaliczne, formalności. Na przykład rozliczać się z umów na zlecenie, za które dostaje się grosze. W Polsce, piszącym, płaci się bowiem w fejmie. Fejm. Nowa waluta. Lepsza niż Monopoly, gorsza niż Bitcoin. No i ja jestem na tej Poczcie Polskiej. Stanie w kolejce na poczcie jest zazwyczaj cierpieniem. Taką niekończącą się wycieczką po pieczątkę czy znaczek. Stoję zatem w tej kolejce do okienka po stempel i błogosławieństwo, a na pocztę wbija chłop. Totalnie zziajany. Nazwałem go Józek. Józio ma z lat siedemdziesiąt i pcha się przed wszystkich do okienka. Wśród oczekujących na zbawienie – natychmiastowa rewolucja, skandal, no jak to tak? Ale Józek ma to gdzieś. Przedziera się przez pierwsze rzędy w kolejce do pocztowego ołtarza i wymachuje jakimś papierkiem. Babka zza okienka patrzy na niego jakby zobaczyła co najmniej ducha własnej prababki i pyta o co mu chodzi. A ten coś krzyczy o rachunku, dekoderze, abonamencie TVP, rozwiązanej umowie, bo sąsiedzi nie płacą, a on wciąż płaci, ale już nie będzie, bo to złodzieje! Babka bierze ten rachunek z litości i mówi, że przecież Pan właśnie przedłużył ten abonament na telewizję Rzeczpospolitą! I odsyła go w kolejkę. Józek, bez darowania jej jakiejkolwiek nocy, wrzeszczy, ale ja nic nie podpisywałem, nie chce tego gówna, taksóweczka stoi, ja to muszę natychmiast uregulować, bo ja zaraz na pogrzeb jadę. Publika jak zaczarowana. Oto show. Józek kontra babka z poczty. I ta zza tego okna krzyczy - “Pogrzeb nie zając, nie ucieknie, Pan usiądzie na moment, poczeka!”. A Józek wniebogłosy jak nie zawyje: “Pogrzeb zaczeka? Czyś Ty kobieto kompletnie oszataniała?”. No i ja sobie to słowo przygruchałem. Po mnie zaś kilka innych osób w mediach. Ten tekst będzie właśnie o pójściu na całość. O totalnym zaćmieniu umysłów. O oszatanieniu. To co, może pomarańczę na początek? Everybody Pomarańcze! Wszyscy tańczą i ja tańczę!    

 Trendy to wymysł marketingowców. Mają się sprzedawać, być nośne, powtarzalne, powracające i byle jakiej jakości. Gniot. Założysz raz i już musisz mieć kolejny trend, bo poprzednim nawet dupy sobie nie możesz podetrzeć. I wszystko w Chinach. Za miskę ryżu. Koszt uszycia 1,70 złotych, sprzedaż za tysiąc razy więcej. Jak luksusowe buty Gucci. Luksus jest dzisiaj warty tyle co trampki od ruskich z targu. Planetobojna Anja Rubik walczy ciałem z plastikiem, rozprzestrzenia edukację seksualną wśród młodych Polaków, zakłada im zawczasu gumki na ledwo rozwinięte peniski, ale w międzyczasie reklamuje Zare. Tak jakby świat potrzebował jeszcze więcej śmieci w postaci nowych szmat kiepskiej jakości. Kasa jest. Potem selfie na golasa i fejm też się zgadza. Może kampania Zary pozwala jej działać charytatywnie? Nie wiem, szanuję ją za odwagę w niektórych poczynaniach. Tu trochę jedzie hipokryzją, ale ona dużo dobrego robi więc przymykam oko. Ino tylko do połowy. Tak jak Anja na sesjach usta. Faszjon.    

Dzisiaj każdy nosi się jak żywcem wyjęty z Beverly Hills 90210. Z logo Levisa. Dżinsy mamuśki z wysokim stanem, żebra ściśnięte, ale wtedy idzie w cycki. A te dzisiaj też wszystkie takie same – miseczka rozmiar “bomba silikonowa”, nie podchodź, teren zaminowany. Wszystko cięte z tego samego patentu - jak policzki na głodną chomiczycę w trakcie kolekcjonowania zimowych zapasów i brodę w kształcie trójkąta. Odwrócona piramida egipska wydłużająca twarz. Bo Illuminati jest w modzie. Twarze też jednym dłutem grzmocone. I wszystkie mają nagle Hashimoto i uczulenie na truskawki. I tlen. Puchną od wychodzenia na dwór.  

 W modzie też diety. Chyba ich nie zliczę. Od czego to się zaczęło? Chyba od kokosa. Kokosowa woda, kokosowe mleko, kokosowe kremy, olej kokosowy, jaja jak kokosy. Skłamałem. Najpierw był chyba grejpfrut. Gdzieś pomiędzy, na śniadanie, woda z cytryną. Potem z miodem i pieprzem cayenne. Gardło wypali, ale dupa się zmniejszy. I chlali to wszyscy jak pierdolnięci. I do wszystkiego jagody goji, len, spirulina, chlorella i szpinak w proszku. I zielona kupa. Kupa ekologiczna. Wysyp cateringu dietetycznego i batonów mocy znanych trenerek. Potem był węgiel. Bo jak się wypróżniać to jednak zdrowo. W barwach narodowej żałoby. Kosmetyki z węglem, maseczki sciągające ryj tak, że po zdjęciu go już nie ma, woda z węglem, zwęglony świat, jak w Polsce na wsiach piece. Po węglu witamina C. Innowacja kosmetyczna. Bez witaminy C się nie da. A teraz cannabis. Olej CBD. Na wszystko. Bankowo depresję leczyła nim, moja ulubienica, Beata Pawlikowska. Wyszła z jej niemocy i pokarała świat nowymi książkowymi pozycjami dostępnymi w szerokim asortymencie na każdej poczcie. Ostatnio rzekła, że płonącej Amazonii pomoże wybaczenie bliźniemu i modlitwa. Że też się jej mózg nie zabliźni i nie zrośnie od tej modlitwy i nie umożliwi prawidłowego funkcjonowania. Kto to kupuje? Nie wiem. Tak jak nie wiem, kto kupuje te wszystkie trendy. Czy o czymś zapomniałem? Tak. Mianowicie o tym, że po jakimś czasie okazuje się, że te wszystkie trendy wywołują raka, jak ponoć rozgrzany olej kokosowy. Zupełnie jak kiedyś gumy TURBO. Jakiś czas temu hitem była również kranówka – za czasów PRLu dopuszczalna była tylko przegotowana, bo chlorowana, bo zatruta, bo szkodzi, a teraz prosto w gardło. Kranowa Kropla Beskidu. Ktoś mi szeptał jednak ostatnio, że kranówka to jednak nie... I weź się w tym odnajdź, człowieku!

Nasze babki miały jedno mydło szare i twarze jak z porcelany, a dzisiaj wcierasz i wcierasz, a i tak wyglądasz jak Samara. Wycierucha ze studni. Dzieciakom też się kiedyś dupy w tetrę owijało, prało, zakładało znowu i wszystkie dzieciaki były zdrowie, a dzisiaj to skandal – ino pampry szyte na miarę wieku. Zdradzę Wam sekret – im więcej chemii i testów na zwierzętach tym szybciej morda się sypie. Zamiast smarować się tymi mazidłami wystarczy dietę zmienić na bezmięsną i pić dużo wody. A peeling robić z kawy.

Po miesiącu, z Kopciuszka zamienisz się w królewnę. Bez pomocy wróżek i zaklęć z data ważności do północy. Uwaga, nadchodzi wielkimi krokami arbuz i jego dobroczynne właściwości. 92% wody i 8% pestek. Szczasz po nim jak szczenię na widok właściciela.   

 

Ile rzeczy potrzebuje jeden człowiek? W sensie, żeby nie wyglądać jak pół dupy zza krzaka? Powiedzmy, że może sześć zestawów ubrań. Żadnych futer. Futra noszą wieśniaki. Potrzebne są: klasyczne marynarka i spodnie/garnitur, wełniany płaszcz, skórzana kurtka (najlepiej vintage, albo jak ostatnio zakupiona przeze mnie – z recyclingowej skóry), biała i czarna koszula, dobrej jakości sweter/kardigan, parę t-shirtów, jakieś dwie pary dżinsów (klasyczne i wytarte), mała czarna dla kobiet, dla facetów jakie chinosy czy tam sztruksy (na dźwięk tego słowa od razu mi niedobrze) i ze 3-4 pary butów. Na wyjście, do pracy, na co dzień i od święta. Ewentualnie sportowe. No to 5. Do znoszenia. I wiadomo, że gacie, staniki i soksy do tego, ale tych się nie liczy, bo przecież w jednych się tydzień nie będzie chodzić, bo dostałoby się odparzenia tylnych ran ciętych. I to wszystko. Ale nie!

Przecież jak się ogląda Kardaszjany to ma się zajady z zazdrości – bo one tyle maja! I sprzedają jeszcze więcej!

Jakiś czas temu, oglądając “Kuchenne Rewolucje” i tysięczny, stylistyczny namiot Magdy Gessler, Kiler (moja Mama) mówi tak: “Ja to bym chciała zobaczyć jej garderobę. Gdzie ona to mieści? Tego musza być miliony, co program nowa torebka, nowe buty!”. A ja mówię, że przecież to wypożyczone. No nie chciała mi uwierzyć na słowo. Telewizyjna magia jest jak wypożyczalnia kaset VHS z lat 90-tych. Pięknie wygląda na półce w domu, ale jutro trzeba oddać.  

 

Na koniec o wspomnianych ranach ciętych. Bo już dochodzę do meritum sprawy. Kiedyś był taki dowcip, że Pan Jezus poszedł na dziwki po zmartwychwstaniu jak przyszedł się ukazać uczniom. Zabrał go Judasz. Pouczył go tak, bo Jezus, wiadomo, prawiczek: Słuchaj Jezus, to jest łatwe, najpierw na kosteczkę, potem za łydeczkę, pod kolanko, za udo, a potem, to już pójdzie. No i Judasz się udał do jednego namiotu, a Jezus do drugiego. Po pięciu minutach wybiega z krzykiem dziwka z namiotu Jezusa i ucieka, gdzie pieprz rośnie. Zaskoczony Judasz pyta: Co Ty jej zrobiłeś? A Jezus na to: Tak jak mnie pouczyłeś – za kosteczkę, za łydeczkę, pod kolanko, za udo, a potem była rana cięta to zaleczyłem. Nas też się powinno wyleczyć z chorego konsumpcjonizmu i niby potrzeby posiadania rzeczy. Na co tyle szmat i garderob? Do trumny to zabierzesz? Kupuj mniej, ale dobrej jakości. 

Buy less, choose more, jak rzekła punkowa dama, Vivienne Westwood. Czytaj etykiety. I zainteresuj się nie nowinkami kosmetycznymi czy modowymi, ale środowiskowymi.

Bo moda wraca jak bumerang, a jak się wszystkie lasy spalą to nie będzie wybacz i bumerangiem to ewentualnie w mordę dostaniesz. Tyle, że wtedy od razu ubierzesz się w marmurowy garnitur. A na tym ostatnio robi się biznes. Agnieszka Jastrzębska, naczelna portalu dla półgłówków, w jednym z newsów pisanym na zamówienie i pewnie opłaconym, chyba, że autor to stażysta, zastanawia się, ile fanów po śmierci zyskał Piotr Woźniak-Starak: “Jeszcze w niedzielę, gdy do mediów przedostała się wiadomość o tragedii do jakiej doszło na Mazurach, konto filmowca obserwowało 27 tysięcy osób. Dzisiaj, niecałe 24 godziny po ogłoszeniu informacji o śmierci, jego profil śledzi prawie dwa razy tyle. Oznacza to tylko jedno, Polacy pogrążyli się żałobie i z bólem łączą się z rodziną i przyjaciółmi zmarłego artysty”. I ja nie mam więcej pytań. Bo takie dziennikarstwo jak i te trendy powinny zostać pogrzebane. Nie wiem bowiem czy zasługują nawet na byle jaką gromnicę.