Fetysz X Gretkowska: "Jesteśmy wydymani i zagubieni".

Październik 2017. 

 

Umawialiśmy się na rozmowę kilka razy, ale zawsze coś wypadało. Gretkowska to moja ikona. Jest jednym z najważniejszych głosów w Polsce. W końcu, pewnego dnia, udało nam się złapać przez telefon. Ona w drodze, w samochodzie, ja, w tamtym czasie, w domu, w depresji. Rozmawialiśmy może ze 30 minut. Brakowało mi języka w gębie. Pod koniec rozmowy powiedziała mi tak: “Bartku, nie wiem w jakich stanach piszesz te swoje teksty, ale gdyby pociąć jeden to można by z niego zrobić 10 innych – wciąż naprawdę dobrych, bo tam jest niesamowity ładunek emocji”. Wtedy się poryczałem jak dziecko. Ze szczęścia. Rok później zgodziła się napisać kilka zdań na okładkę mojej pierwszej książki “Obudziłem się trochę podły”. “Czytajcie Fetysza, czasem jedzie po bandzie, ale takie bandyckie czasy i tandetne. On je swoim pisaniem przyszpila”. Tego dnia spełniło się moje największe marzenie. Pobłogosławiła mnie moja prywatna Papieżyca. Wtedy, w 2017 rozmawialiśmy o Polsce. I o jej książce “Na Linii Życia”. Od tego czasu Manuela zdążyła wydać dwie kolejne książki “Poetka i Książę” oraz najnowszą “Trudno z miłości się podnieść”, a Polska zdążyła się obsrać po pachy i cofnąć do średniowiecza.         

Fetysz: Zarzucają mi, że tylko krytykuję, zatem tym razem zaserwuję defiladę słodyczy – czytam Twoje książki religijnie, jesteś od zawsze moim literackim wzorem i ja tym wywiadem spełniam swoje marzenie. Nie każdemu jest dane porozmawiać ze swoim idolem. Pierwszą Twoją książką, którą przeczytałem był „Namiętnik”, a potem już po kolei. U Gretkowskiej zawsze jest prosto z mostu, czy to w seksie czy polityce. W Polsce przyklejono Ci łatkę kobiety rozseksualizowanej, skandalistki. Jak w tym kraju zostaje się skandalistką? I jak się z taką łatką funkcjonuje? 

Manuela Gretkowska: To, co mówię, jest dla ludzi po drugiej stronie rzeki, za Łabą, czymś normalnym. Nie reprezentuję przecież Bóg wie jakiej awangardy, świętokradztwa czy wyzwolenia. Mówię oczywistości w zachodniej kulturze. Ale w kraju, który jest prawie w stu procentach katolicki i endecki to jest problem. Endecja wylazła przed wojną z życzeniami: Polska dla Polaków, Polska jednorodna – wyznaniowo i narodowościowo, a męczeństwo narodu to jego główna cnota. W dodatku anty-europejskość i pro-rosyjskość. Pasuje to jak ulał do tego naszego realu. Więc na tym tle, jeżeli ktoś jest normalny zostaje skandalistą i reprezentuje cywilizację śmierci. Wszedłeś między orły - kracz jak one. Jestem zwykłą liberałką. Nie jakoś skrajnie liberalną jak na Europę Zachodnią. Żeby zostać skandalistką wystarczy mieszkać w Polsce i być normalnym. 

Fetysz: Powiedziałaś coś bardzo ważnego, że Polska to praktycznie w stu procentach katolicki kraj. Dlaczego zatem hard katolicki kraj, który gloryfikuje wszystko, co jest niby w Testamentach, Bibliach, przykazaniach, kazaniach, jest tak nienawistny? Gdzie tkwi problem? 

Manuela Gretkowska: Nie w 100 procentach, 90 chyba. Ale to nie jest chrześcijaństwo, co reprezentowane jest w Polsce. 

Fetysz: Zatem co to jest? Fanatyzm? Woalka dla niepoznaki? 

Manuela Gretkowska: Walenie we własny bębenek, jak jesteśmy wspaniali, nie będąc wspaniałymi, jak jesteśmy religijni, będąc niewierzącymi, a przynajmniej wierzącymi tylko we własny pępek i racje. Nazywanie Polski krajem katolickim? Gdy wierchuszka kościelno-inteligencka twierdzi, że Franciszek bredzi? Podważanie autorytetu papieża, a co za tym lub nad tym idzie - Ducha Świętego, to chyba grzech. Nieodpuszczalny w dodatku. Tak jak polski katolicyzm nie odpuszcza, by zamienić Polskę w kraj kościelny. Polski katolicyzm jest wiejski. Pogadanki księży w mediach, na kazaniach są jak do dzieci. I to nie z ojcowskiej dobroci, ale nieogarnięcia. Nie ma w tym ani psychologii, ani filozofii chrześcijańskiej. Jest łopatologia pacierza, katecheza. Kościół ma na wszystko odpowiedź. Jest Piekło albo Niebo. I do widzenia. Żyjemy zastraszani tym schematem. Nie ma miejsca jak we francuskim kościele na dyskusję, wiadomo, na Zachodzie nawet katolicy są wyznawcami cywilizacji śmierci. 

Fetysz: W swoim felietonie pisałem, że według mnie Polska obecnym rządem przypomina taką nieco właśnie historię biblijną. Mamy umęczonego Prezesa, który otoczony jest dwoma Maryjami, dobrą i złą, i takim Józefowym trochę pionkiem prezydentowym, który jest, ale nic nie znaczy. Uważasz, że jako kraj cofnęliśmy się do średniowiecza? Istnieje szansa na to, że kiedykolwiek dogonimy resztę Europy? 

Manuela Gretkowska: Są takie kraje, które żyją wśród innych podobnych sobie krajów, cywilizacyjnie się rozwijają i przychodzi człowiek, który jest szalony. Ma posłuch z różnych powodów i niszczy cały kraj, a po tym zniszczeniu i wybiciu nawet fizycznym, ludzie i tak „płaczą na jego grobie” np. Kambodża. Wydaje się niemożliwe, żeby jedna osoba razem z posłusznymi sobie ludźmi mogła zniszczyć kraj. Gdybyś powiedział mi to parę lat temu o Polsce, też bym uważała, że to niemożliwe, że mamy silne prawo nie do ruszenia przez paranoików. Nie cofamy do średniowiecza, cofamy się do tego, co znamy. Jaka jest teza wolności demokracji? Demokracja, tak jak inteligencja musi się rozwijać. System otwarty wymagający wysiłku. Nie jest to coś danego jak autorytaryzm, wymagający tylko posłuszeństwa, a w zamian dający bezpieczeństwo. NIE. Demokracja wymaga uczestnictwa, zadawania pytań i ryzykownych decyzji. Do demokracji potrzebna jest inteligencja. System autorytarny, taki jak w Polsce, to nie jest propozycja rozwoju tylko powrót do urojonej sielanki, gdzie będzie dobry tata, ojciec, patriarcha decydujący za ciebie, Kościół, prezes, partia. Mówienie o polityce polskiej tylko w kategoriach PiS, PO, nie jest prawdziwe. Istnieje trzecia siła - kościół. Bez niego nie ma polityki w Polsce. Kościołowi nie zależy na dyktaturze, bo sam na tym straci. Kościół nie chciałby jej być podporządkowany – ma przecież swojego władcę w Watykanie. Ale nie zależy mu też na państwie nowoczesnym – bo wtedy by stracił za wiele. Więc tkwimy tak między Wschodem, a Zachodem, niebem i piekłem. 

Fetysz: Twoja najnowsza książka „Na Linii Świata” opowiada o upadku człowieczeństwa, świadomości. „Nie potrzebujesz talentu dla sławy, potrzebujesz oglądalności, a pieniądze za nic sypią się znikąd”. Skąd taka fascynacja tym tematem? 

Manuela Gretkowska: To książka o duszy ludzkiej. Komputery działają na zasadzie algorytmu i nie przejmą władzy nad ludzkością. Nie trzeba się bać elektronicznych zegarków i skomputeryzowanych lodówek. To ludzie przejmą kontrolę nad ludźmi za pomocą algorytmów i za pomocą komputerów. Nie uwierzę w to, że komuś za pomocą komplikacji systemu komputerowego udało się uzyskać samoświadomość. Moja powieść jest o ludzkiej świadomości dochodzącej do granicy rozwoju „Co dalej?”. Komputery to nie jakieś Godzille, które przyjdą i zniszczą nam zabawki. Bohaterką tej książki jest z pozoru dziewczyna nie ogarniająca tego, co się jej przytrafia w nowoczesnym świecie programistów z Kalifornii. Nie znaczy, że jest głupia. My też nie rozumiemy, nie mamy pojęcia, co się dzieje w Dolinie Krzemowej. Jesteśmy wydymani i zagubieni. 

Fetysz: Od zawsze przejawiałaś zainteresowanie duchowością, spirytualizmem, często odwołujesz się do filozofii, również kart Tarota, religii… 

Manuela Gretkowska: Od dziecka mam takie zainteresowania, wygrywałam olimpiady filozoficzne i w rezultacie to studiowałam. Człowiek powinien myśleć, zadawać sobie ważne pytania. Mózg rozwinął się do bardziej skomplikowanych zadań niż gdzie kupić sześciopak, albo jakim lakierem pomalować paznokcie. Dlaczego świat wydaje mi się ciekawy? Bo jest cholernie skomplikowany. 

Fetysz: Przy tym całym rozwarciu, przyzwoleniu na ginekologiczny podgląd, obecności i nagości w mediach społecznościowych – w jaką stronę zmierza ten świat, w jaką stronę my zmierzamy? 

Manuela Gretkowska: Sądzę, że w kierunku opisanym w „Na Linii Świata”. Nie piszę książek, żeby mieć w dorobku kolejną pozycję. Pisze, bo chcę coś nowego powiedzieć, coś, co zaskoczyło mnie samą. Byłam w Dolinie Krzemowej, widziałam co ludzie tam robią i jak kombinują. I to nie jest świat przyszłości o jakim błogo marzymy. 

 

Zdjęcie: Rafał Masłow