Bartek Fetysz: "#MENTOO"

Photo Mar 28, 1 22 45 AM.jpg

W dobie #metoo zakneblowano mężczyzn.

Bo to niemęskie powiedzieć: Jestem ofiarą przemocy.   

 
Męskie “Jestem ofiarą mobbingu” dla niektórych brzmi tak, jak kiedyś pytanie Leppera “Jak można zgwałcić prostytutkę?”. Dzisiaj to kuriozalne pytanie, w dobie największej chyba emancypacji kobiet, zaczyna dotyczyć mężczyzn, którzy doznali jakiejkolwiek formy przemocy – czy to psychicznej czy fizycznej. Kiedy kobieta, otwarcie opowiada o byciu ofiarą gwałtu czy przemocy – narodowe wsparcie. Kiedy mówi o tym mężczyzna – chichy, śmiechy. Bo jak można zgwałcić faceta?   

 
“Sex appeal, to nasza broń kobieca, sex appeal, to coś, co Was podnieca” - odwieczny kobiecy hymn. Legalnie wcielony w życie. Która z czytających kobiet nigdy świadomie nie wykorzystała swoich atutów, aby zaliczyć egzamin albo na przykład z czegoś się wywinąć? No? Rączki w górę. Dzieje się to za ogólnym przyzwoleniem. Nikt nie patrzy na to jako na grę lub próbę wykorzystania swojej pozycji. A czy nie podchodzi to pod uwodzenie? Flirt, flircik, a potem kończy się w pokojach hotelowych i nagle #metoo, nie dostałam roli, zostałam wykorzystana. Nie będę pytać tutaj o to, dlaczego i po co do tych pokojów szły, dlaczego oprowadzały się ze znanymi knurami po mieście ani gdzie byli ich rodzice, kiedy te kąpały się w jacuzzi wśród starych chłopów. Nie będę też usprawiedliwiać zboczeńców i gwałcicieli. Takim to od razu obciąć albo obwiązać drutem kolczastym, żeby więcej nie stawało. Postanowiłem jednak przyjrzeć się zjawisku #metoo z męskiego punktu widzenia. Karolina Korwin Piotrowska opublikowała jakiś czas temu doskonały tekst z perspektywy kobiety. Zgadzam się z nim. Bo to temat, który trzeba drążyć. Ino kobiety ostatnio w natarciu, a mężczyźni w narożniku. Milczący. Czy widzieliście kiedyś rozwodnika na okładce popularnych magazynów opowiadającego o powodach rozstania? Żalącego się faceta? Ja nie. Jeśli byli to 1 na 10. 8 na 10 to kobiety. Ubrane w kiecki od projektantów, narzekające na swój los. Chcę to zmienić. Skoro mamy równouprawnienie to słuchajmy siebie nawzajem. Kobiece manipulantki i te uprawiające na legalu zastraszanie czy znęcanie się nad mężczyznami również istnieją.

Photo Mar 28, 2 06 13 AM.jpg

Czas na #mentoo.

Ostatnio głośno było w Polsce o pewnej aktorce, która jest w trakcie rozwodu i sprawy sądowej, a która obiegła już chyba wszystkie media, aby jeszcze przed wyrokiem ponarzekać.  Zapytałem o to pewnego terapeutę, który chce pozostać anonimowy: “"Pokrzywdzone generalizacje" są dzisiaj po stronie kobiet. Nawet jak znajdziesz wykołowanych czy wmanewrowanych w dziecko czy kasę facetów, to i tak proporcje są grubo zachwiane na ich niekorzyść. Zobacz choćby dziewczyny z kawiorowej warszawki. Odgrywają tę swoją patetyczną hucpę. Ponoć część myślących to kupuje. Ex-facet w narożniku”. Na faceta padają prawie zawsze oskarżenia w stylu “dzieciorób”. Dlaczego to zawsze ten mężczyzna jest tylko dzieciorobem, a nikt nie zastanawia się, dlaczego od swojej partnerki odchodzi? Może była psychiczna? Miała fale miłości i pojebania na przemian, przypalała go żelazkiem, wydawała 90% z jego zarobionych pieniędzy na ubranka od Chanel, a teraz chce X tysięcy złotych na podstawowe potrzeby dziecka? Jakim prawem? Czy podstawowych potrzeb dziecka nie powinno zaspokajać oboje rodziców? I dlaczego dyskusje o tym, co rozgrywało się w domu przed wydaniem wyroku są już znane w mediach? Nie jest to kopanie po jajach przeciwnika? Wiadomo, miłość jest ślepa i niesprawiedliwa, ale mam dosyć podciągania wszystkiego i ciągłego wycierania sobie gęby #metoo. Sorry, ale nie wszystkie #metoo były wykorzystywane, tylko świadomie się prostytuowały na schadzkach w hotelach, żeby coś uzyskać. Nie jest tajemnicą komu trzeba pogmerać pod szlafrokiem, żeby dostać rolę. Potem, jak nie wyszło, to nagle wszystkie zakonnice albo zgwałcone ofiary Hollywoodu.

"Kobiety nie są tylko i zawsze ofiarami. Potrafią być bezwzględne, drapieżne, coraz bardziej pozbawione skrupułów. Obsesyjne, by wywalczyć swoje: harpie, kuguary, Lady Makbet, Fatal attraction, Hillary Clinton. Schemat kat - ofiara, w relacjach damsko - męskich bywa często wzajemnym uwikłaniem, syndrom sztokholmski przytrafia się też facetom. Uzależniają się od psychopatek od różnych femme fatale, które niszczą im życie. Nie lecą z tym na psy albo do prasy, bo nie pozwala im honor, wychodzą na kapcia. W polskich facetach jest masa automatycznego seksizmu. Ich mamusie też się do tego przyczyniają. Polki słabo się bronią, choć to się zmienia. To też klasowość, zemsta, snobizmy i seks jako broń, manipulacja, szantaż, zdrada, zranienie, miłosny odwet itd. Toksyczne emocje między ludźmi. Zawsze fajnie przypieprzyć znanemu artyście, bo to są generalnie samozachwycone sobą, lepiej zarabiające, gardzące kobietami, mizoginiczne ćwoki... A że laski stoją do nich w kolejce po głaski i celebrycką ocierkę, to się pomija milczeniem. Ambitne zrobią dla szkła niejedno mając za excuse szklany sufit. Kto tu kogo naciąga, molestuje, używa? Nie jest to takie czarno - białe” – pisze cytowany wcześniej terapeuta. 

 
Kiedy para się rozstaje – zawsze winny jest mężczyzna. Kiedy Dominika Tajner ogłosiła, że Michał Wiśniewski wystosował pozew o rozwód – wylało się na niego szambo. “Dominika, stać Cię na więcej”. “Obrzydliwy”. “Nie wiem co w nim kurwa widzą”. “Nie tknęłabym kijem”. “Teraz puka tą młodą z zespołu?”. To są komentarze z sieci na temat Michała. Dla Dominiki - wyrazy współczucia. Kiedy w mediach poszła wiadomość o tym, że Wiśniewski ma Tindera było tylko gorzej. “Już szuka kolejnej głupiej?”. “Jakiś niewyżyty”. “Zwykły kurwiarz”. “A może to ciota? Wygląda od lat jak pedał”. On na ten temat skutecznie nie udziela żadnych komentarzy w mediach. “Karolina Korwin Piotrowska powinna przynajmniej znać taką panią Katarzynę Kanclerz, która swoją pozycję nadużywała wielokrotnie – mówi Michał - Za złotych czasów Ich Troje, wielokrotnie miałem propozycje ze strony kobiet, które decydowały o sponsoringu albo koncertach. Nie będę sypał, bo we własne gniazdo się nie sra. To byłoby tak samo żałosne jak panie wybzykane przez producentów skarżące się później po zagraniu kilku ról, że były molestowane”. Dlaczego to facet jest zawsze wszystkiemu winny? Ludzie rozstaja się przecież z różnych przyczyn.  

 

Jestem ofiarą kobiecego mobbingu. W 2013 roku zostałem zatrudniony u Vivienne Westwood. Jako supervisor w jej flagowym sklepie. Podlegałem managerce i jej asystentce, która od początku nie była zadowolona z mojego dołączenia do jej zespołu. Utrudniała mi wszystko. Nie pozwalała się z nikim przyjaźnić, upokarzała przed całą ekipą. Nagminnie. Nie wypominała mi błędów - po prostu mi je stwarzała. Jak i konflikty. Wychodziła na przerwę w momentach największego ruchu. Pamiętam sytuację, w której obsługiwałem VIP klienta i doradzałem mu w zakupach. Miałem nabity rachunek na ponad pięć tysięcy funtów - swój dzienny target - facet miał płacić, a ona pojawiła się znikąd i mówi, niech pan tego nie kupuje, to do siebie nie pasuje. I przejmowała klienta, a potem skarżyła się do managerów, że nie potrafiłem zrobić stylizacji i doprowadzić transakcji do końca. Mogę się nie znać na wielu rzeczach, ale znam się na szmatach i modzie. Odseparowała mnie od całej załogi. Moja managerka, pewnego dnia przyszła i powiedziała: “Nie wiem, co się dzieje, nie rozumiem. Kiedy pracujesz ze mną, grasz w najwyższej lidze, kiedy nie ma mnie w butiku słyszę ciągłe skargi. Ona albo Cię nie lubi albo będzie próbowała Cię zwolnic. I ja nie mam na to wpływu”. W ciągu dwóch miesięcy, sypiając z innym pracownikiem firmy, Latynosem, została regionalnym managerem. Nikt nie wiedział jakim cudem. Tego dnia dostałem wypowiedzenie. Zwolniono mnie w trybie natychmiastowym – nie pozwolono mi skończyć nawet okresu próbnego.  

W 2017 roku zjechałem do kraju. Wreszcie o tym opowiem. Szukałem pracy. Wysłałem CV do NaTemat. Na moim fan page na Facebooku odpisała mi szefowa działu Lifestyle. Ma tam fałszywe nazwisko Boss. Jej oryginalne brzmi jak nazwisko pewnego znanego, cenionego dziennikarza. Po raz pierwszy spotykam się z tym, że na CV, ktoś odpisuje mi w mediach społecznościowych. Zaprasza na rozmowę o pracę. Jest poniedziałek. Jestem 350 kilometrów od Warszawy. Sprawdzam terminy. Tego dnia mam rozmowę o pracę w Łodzi. Nie dam rady. Informuję o tym w najbardziej profesjonalny sposób. Słyszę: “Jak Ci zależy to się pojawisz”. Odpowiadam, że to niemożliwe, abym w dwóch różnych miastach był w tym samym czasie. “To nie ja wysyłałam CV-kę do redakcji”. I rozmowa się kończy. Niecały rok później pracuję dla jednego z popularnych serwisów w kraju. Przeprowadzam wywiady na zlecenie. Moja naczelna odchodzi na macierzyński. Mam zamówione kilka tekstów. Wysyłam maile. Bezskutecznie. Pozostają bez odpowiedzi. Wreszcie przychodzi. Facebookowa “Boss” została naczelną portalu. “W najbliższej przyszłości nie będę mieć dla Ciebie żadnych zleceń”. I tak wylatuję z redakcji. I to nie jest wykorzystanie swojej pozycji? Jak nie mobbing? To co? 

 
“Ludzie bez względu na płeć nadużywali i będą nadużywać swojej pozycji, to kwestia charakteru – mówi Marcin Cejrowski, dziennikarz, naczelny Plejady – Nadużywały jej także niektóre z kobiet mówiące dziś o #metoo. To były wyzwiska, epitety w stosunku do podwładnych, romanse. Bez nazwisk. To kwestia energii. Ja nigdy nie miałem z tym problemu, ale propozycje i próby oczywiście się zdarzały. Jestem jednak pewny, że przyszłość będzie należała do kobiet. Są wytrwalsze, bardziej pracowite, a wielozadaniowość to ich znak rozpoznawczy. My, faceci skupiamy się przeważnie na jednej sprawie. Kobiety będą tworzyć koalicje z mężczyznami. Przed nami era kobiet. Jestem tego pewien. Nie chcę wypowiadać się na temat tych konkretnych, a raczej konkretnej – doceniam jej elokwencję, współczuję samotności”.  

Wchodzę na Instagram. Aleksandra Szwed wrzuca zdjęcie z Piotrem Stramowskim ucharakteryzowanym na wybitnie pobitego przez przeciwnika lub życie. Zapewne charakteryzacja do nowej roli. Podpis pod zdjęciem: “Rzuciłam go... chyba za mocno”. Czy gdyby facet wrzucił takie zdjęcie z kobietą to byłoby to okay? Przecież laski by go wykastrowały. I gdzie tu miejsce na zrozumienie? Z przemocy w stosunku do mężczyzn można się śmiać, ale odwrotnie to już #metoo?  

szwed_stramowski-jpg (1).jpg

Polska lipiec 2017, otrzymuję wiadomość na FB, prywatnie, „managerka gwiazd”, „właścicielka firmy PR” oferuje mi pracę na portalu swojej koleżanki. Szukają „dziennikarza robiącego wywiady”. Pozycja dobrze płatna, co w tym kraju jest cudem. Pani jedzie mi per „Pan”, uprzejmie zawiadamiam zatem, że wolałbym po imieniu, ale dostaję po łapach – nie będziemy się bratać, bo Managerka jest „panią w średnim wieku”. Wysyłam maila z CV do jej koleżanki i kilkoma próbnymi tekstami. Odpowiedź przychodzi jednak od pani od PR-u, pani z maila milczy. Dowiaduję się, z drugiej ręki, że tamta jest zajęta, że odpisze w czwartek. Czwartek, piątek, sobota, niedziela, poniedziałek, wtorek, środa, czwartek… Nic. Wysyłam kolejnego maila, cisza. Ślę więc wiadomość do Pani od PR-u, która to przewoziła informacje od koleżanki na moje konto, normalnie Charon, sługa od brudnej roboty. Odpisuje: „Nie mam zwyczaju tłumaczyć się za innych. Podałam kontakt - proszę zabiegać”. Czyli odwraca kota ogonem, jak firmy przewozowe, które nawaliły z paczką. Odpowiadam, iż wcześniej nie przeszkadzało jej dowozić mi wiadomości z obozu pracy. Ripostuje: „Onegdaj faktycznie prosiłam Pana o cierpliwość w oczekiwaniu na odpowiedź. Niemniej w żadnym słowie nie deklarowałam monitorowania i sfinalizowania tematu”. Usuwam ze znajomych i zapominam o sprawie. Nie lubię ani braku profesjonalizmu ani naburmuszenia, kiedy uwali się sprawę. Polska, wrzesień 2017, wiadomość na FB, prywatnym. Powrót PR-owej. Wysyła zaproszenie do znajomych. W międzyczasie, pani komentuje moje teksty, zachwyca się dziennikarską rzetelnością. Kilka dni później widzę na FB jej zdjęcie, z celebrytą ze ścianek, na promocji, czerwonym dywanie. Pod zdjęciem cała armia tagów, #a #ja #nie #wiem #po #co #hashtagi #na #fejsbuku. Z wrodzonym dowcipem i gracją komentuję zdjęcie: „Ileż tagów! Pomyślałem, że to nie FB, a Instagram i już chciałem konta szukać! Szaleństwo!”. Odpowiedź pani: „😊”. Aż do wieczora. Ekran rozmemłanego z baterii iPhona rozświetla powiadomienie, list w skrzynce odbiorczej, FB wzywa, pani pisze (zachowuję pisownie oryginalną, kilka fragmentów, celujących w moją rodzinę, pozwolę sobie wyciąć): 

„Panie Bartku, nie znamy się osobiście, niemniej ja z dużą atencją do wszelkich poczynań Pana zawsze.  Uprzedzono mnie o tym, iż jest Pan w trudnej sytuacji, niestabilny emocjonalnie, bez środków do życia (…) po Londynie wegetacja w Polsce. Tak więc oświadczam, że mój Facebook jest jak restauracja, jeśli nie odpowiada Panu menu, to może pan najadać się, gdzie indziej (…) Jeśli ma Pan uwagi, to z pokorą przyjmę na priv, może nawet zatrudnię:-). A zmierzając do sedna: jeśli nie jest Pan jedynie sfrustrowanym, bezrobotnym, a inteligentnym młodym dziennikarzem, który ma ambicje na więcej niż emocjonalne wpisy, nie tylko na moim FB, (…) to zalecam analizę słów :-)

P.S. nie zaczyna się wojny, nie znając mocy przeciwnika, a mając za doradcę tylko emocję lub reprezentanta emocji 🙂 Zniszczę Pana”.  

Do zniszczenia nie doszło, wcześniej zniszczył ją alkohol.  

Francuska luksusowa marka. Michael to sprzedawca. Wszyscy się zwalniają, bo firma nie płaci na czas. Zgłasza to managerom cenionego domu handlowego, w którym pracuje. W UK to legalne. Nielegalna jest niewypłacalność. Przyjeżdża francuska CEO firmy. Miesza go z gównem. “Ty c***u, jak śmiesz opowiadać kłamstwa, przecież Ci płacimy”. Zamiast ostatniego dnia miesiąca - w dwóch ratach - po dwóch tygodniach od ustaleń w kontrakcie. To nielegalne. Zostaje zwolniony. Czy to nie nadużycie władzy? Marty, artysta od tatuażu, tak wspomina swoją historie: “Od początku mnie nie lubiła. Kazała zostawać po godzinach, a w międzyczasie zapytała, czy znam się na ekonomii. Powiedziałem, że nie znam się na ekonomii. Chciała żebym napisał jej pracę magisterską. Albo mam wypierdalać. Odpowiedziała, że albo sobie poszukam na Google albo jestem skończony. Nie chciałem szukać, to nie należało do moich obowiązków. Zwolniła mnie”. 

Na podsumowanie takie pytanie, bo ostatnio mówiło się o Bieniuku i jego gwałcie na modelce. Zanim zapadł wyrok - już nazwano go gwałcicielem. Oceniono. Wydano medialny wyrok. Przyczepiono łatkę. Czy to nie jest #mentoo? I dlaczego, kiedy w takich sprawach pada oskarżenie – natychmiast, bez dowodów, obwinia się mężczyznę? Bo takich przypadków jest wiele. Są źli mężczyźni, ale są i podłe, psychiczne hetery. Kiedy w Versace mój podwładny powiedział mi, że mam wypier****, co zgodnie z protokołem zgłosiłem, moja managerka, zamiast stanąć po mojej stronie, wzięła mnie na bok i powiedziała: Musisz nauczyć się rozmawiać z facetami, bo masz problem z mężczyznami i wynika to z Twojego dzieciństwa. Wróżka? Gdyby odwrócić sytuacje zostałbym uznany za seksistę, mizogina i w ogóle #metoo.  Czy myśmy przypadkiem nie zabrnęli za daleko? Bo ostatnio wydaje mi się, że wszystkie kobiety są białe, nieskazitelne jak po teście białej rękawiczki, a każdy facet to uwalony czernią knur. Tylko, że nawet jeśli to zwykły zbok albo sugar daddy to chciałbym przypomnieć, że na układ zgadzają się zazwyczaj dwie strony. I jedna inkasuje za to pieniądze. Jak w przypadku Hugh Hefnera - któremu króliczki chętnie obciągały za co tygodniowy czek, a potem pisały książki i zostawały celebrytkami na kanwie “On był obrzydliwy”. Ale prostytucja, dopóki była opłacalna to nie brzydziła.   

 

Photographer: Frank Carrasquillo Model: Victor Cevallos.


fot. Ariel Majtas

fot. Ariel Majtas

Bartek Fetysz, Redaktor Naczelny. Autor książki "Obudziłem się trochę podły". Był Editor-at-Large nowojorskiego IDOLL Magazine. Współpracuje z Gońcem Polskim w Londynie i serwisem Plotek. W przeszłości publikował dla portali takich jak Plejada, Przeambitni, Wirtualna Polska, VICE. Publikowały go LS LAIFstyle, GT GayTimes (UK), DJ Magazine, RAZEM, NOIR (UK), RION Magazine (UK), VOGUE Italia, KEIN (Turkey), Glamour, ELLE.