Bartek Fetysz: "Męczennica"

grafika: Paweł Jaskólski

grafika: Paweł Jaskólski

Mam dosyć medialnych dramatów Weroniki Rosati. Voila, powiedziałem to. Mam dosyć jej “kontrowersyjnych” wywiadów, użalania się, okładek stylizowanych na “samotną, polską matkę z ludu”, jej kolejnych związków, alimentów, wszystkich twarzy publicznych rozstań, biadolenia, żebrania o miłość publiczności. Życie to nie Instagram. Niech ona przestanie zbierać żebrolajki. Niech zamilknie i rozwiąże swoje problemu w domu. Aż dziwne, że jakikolwiek manager czy spec od PR-u pozwala swojej podopiecznej na takie publiczne dramaturgie.

Z góry zaznaczam, że celem poniższego tekstu nie jest obrażenie Weroniki Rosati – zatem jeśli, droga Weroniko, poczujesz się urażona - PRZEPRASZAM. Poniższy tekst to subiektywna opinia na temat medialnych dramatów, których jesteś bohaterką i które od pewnego czasu atakują mnie z każdej strony. Ino mnie nie pozywaj, bo jako autor niezależnej internetowej strony i jednej książki, naprawdę nie mam czasami na podstawowe potrzeby (Oyster, czynsz, Tesco zamiast Iceland). W tej kwestii liczę na zrozumienie. Z tego co wiem, batalie w sądach toczą tylko ci, którzy mają na to pieniądze i czas. To drogi i czasochłonny biznes. A dzisiaj każdy, kto ma odmienne zdanie lub ośmieli się Cię skrytykować dostaje pozew. Dlatego ludzie mają z Tobą problem. Mówiąc o czymś publicznie musisz liczyć się z tym, że w zamian otrzymasz różne opinie. Nie zawsze zgodne z tym, co sobie wymarzyłaś. Żywot na tej ziemi to nie koncert życzeń. 

W dniu, w którym ukazał się wywiad Weroniki w “Wysokich Obcasach”, napisałem na swoim Instastory “Wierzę Ci i jestem po Twojej stronie”. Tak po prostu, od serca. Bo my mamy w tym kraju problem – nie wierzymy ofiarom. Nigdy tego nie skumam, chyba ktoś musi przyjść z pizdą pod okiem wielką jak z krokiem po porodzie, żeby mu uwierzono. Jak słyszę, że facet nie płaci alimentów, to mną rzuca. Takiemu alimenciarzowi/dzieciorobowi wypadałoby tylko obwiązać drutem kolczastym, żeby toto więcej nie stawało. Wiem o czym mówię, znam te historyjki i naprawdę – stoję murem za kobietami. Prawo w Polsce jest pro-męskie. Kobieta, która poświeciła się dla męża i jego kariery, a ten poszedł w długą do innej, zostaje z ręką w dupie. Z niczym. Z  gównem pod paznokciem. Jak dostanie tysiaka albo dwa (jeszcze w zależności od zarobków byłego ukochanego) to to wszystko. I żyj se. Funkcjonuj. Napierdalaj biedę na pełen etat tak jakżeś mu prała, prasowała, podstawiała pod ryj, wychowała bachory, gotowała, karmiła, a teraz “Ciao Amore”. A facet wie, jak chachmęcić. I nagle z księcia zamienia się na oczach urzędu skarbowego w żebraka. Magia. Widziałem takie zwroty akcji tyle razy, że mógłbym zrobić z nich scenariusz do nowego serialu dla HBO Go albo Netflixa. W czym zatem tkwi problem z Rosati? Ano w tym, że nagle dama postanawia zostać wieśniaczką. Coś a’la Rozenek-Majdan, ale w drugą stronę. O ile Małgorzata to totalny wytwór dzisiejszych mediów, Frankenstein zlepiony z cech, które powinna posiadać perfekcyjna celebrytka, o tyle Rosati od zawsze, odkąd pamiętam jest w mediach męczennicą. Córka polityka i projektantki, z dobrego domu, na swoich wczesnych ściankach zawsze w przebraniu Wednesday Adams w kreacjach spod igły matki. Taka trochę stara malutka, trochę brzydkie kaczątko w nieudanym makijażu. I od zawsze “aktorka w produkcjach zagranicznych”, z których finalnie zostaje wycinana. O jej sukcesach się nie mówiło, bo w Polsce się nie mówi o sukcesach. W Polsce się udupia. Ale też nie odróżnia się ekranowej roli od rzeczywistości, a Weronika dziwnym trafem zawsze gra jakieś takie “modliszki”, jak to mówi moja ciotka, uzależniona od seriali, “po prostu zwykłe dziwki”. Wielu kobietom zatem, przy tylu medialnych związkach i tylu skandalach trudno się nagle z nią utożsamić. Nawet w nowej odsłonie – samotnej, biednej i bitej. Bo jak dziewczyna z bogatego domu może być biedna? Takie rozumowanie.

Medialna droga krzyżowa i przebieranki w Matkę Polkę zatoczyły dziwne koło. Weronika popełniła kilka błędów. W głośnym wywiadzie powiedziała, że “nie posiadanie pełnej rodziny jest niezgodne z naturą”. Czyli, przekładając na chłopski rozum, drogie samotne matki - jesteście wynaturzeniem? Wasze dzieci też? Ja również, bo pochodzę z niepełnej rodziny? Nie czuję się jakoś wybrakowany. Weronika żali się, nie rozumie, że ludzie jej nie lubią/nie kupują/nie wierzą. Kiedyś została nawet twarzą kampanii STOP HEJTOM. I wtedy też wylała się na nią fala krytyki. Dlaczego dostaje takie podzielone reakcje od czytelników? Poczytałem komentarze w sieci. Kobiet, nie mężczyzn. I jako przeciętny odbiorca kolorowej prasy i portali plotkarskich widzę to tak: W każdym związku publicznie prane brudy, wszystko zanoszone do medialnej pralni i magla, teraz żebranie współczucia. Cytuje: “Całe życie u boku ważnych, BOGATYCH, wpływowych mężczyzn, każdy związek kończy się jakimś darem pieniężnym, głośną książką, sprawą w sądzie, wypadkiem i rehabilitacją za który mężczyzna musi płacić. Normalnie polowanie na męskie posagi”. “Czy ktokolwiek ją widział, kiedykolwiek w towarzystwie jakiegoś pospolitego faceta? Nie”. I to trochę prawda. Każdy napchany jak gęś na foie gras sondą. I ciągle ci źli mężczyźni. Nie widziały gały co brały? Że dzieciorób? Joanna Prykowska śpiewała kiedyś w Firebirds “Ponoć miłość nie wybiera, a wybrała mnie”. Wiadomo, miłość jest ślepa i niesprawiedliwa, ale mam dosyć podciągania wszystkiego i ciągłego wycierania sobie gęby #metoo. Sorry, ale nie wszystkie #metoo były wykorzystywane, tylko świadomie się prostytuowały na schadzkach w hotelach, żeby coś uzyskać. Nie jest tajemnicą komu trzeba pogmerać pod szlafrokiem, żeby dostać rolę. Potem, jak nie wyszło, to nagle wszystkie zakonnice albo zgwałcone ofiary Hollywoodu. Nie twierdzę, że sama tak robiła – ale publiczność nie potrafi jej wciąż wybaczyć spacerów z Weinsteinem. Nie wiedziała? Hollywood obudził się dopiero wtedy, kiedy padło pierwsze oskarżenie? Zmowa milczenia? Strach? Czy co?

Powiem coś niepopularnego #metoo wyrządziło krzywdę mężczyznom. Sprowadziło wszystkich do pozycji “skurwysyn”. Zewsząd nagle “girl power” - “mężczyźni są źli”, “wspierajmy się", “siła sióstr”. Szkoda, że nie mówi się o kobietach, które nadużywają władzy i tak samo jak mężczyźni kobiety traktują mężczyzn. Kobiecy mobbing niby nie istnieje? Pff, gówno prawda. Istnieje i w dzisiejszych czasach ma się świetnie. Już widzę komentarze “och, ci biedni mężczyźni”. Gdybym powiedział to samo o kobietach, zostałbym ukrzyżowany. A czy te nie sypiają świadomie i perfidnie z wpływowymi mężczyznami, aby pozyskać władzę? Nie wykorzystują tego, że facet często myśli po prostu fiutem? Mężczyzna nie powie głośno “zostałem wykorzystany #metoo”, bo byłby wyśmiany. Nagle, “wszystkie jesteśmy feministkami” i “przecież nie można zgwałcić faceta”. Nie mam racji? I ta żeńska pseudo solidarność, która przestaje istnieć w momencie, kiedy na horyzoncie pojawia się facet marzeń. Chyba tylko kobieta kobiecie potrafi podpieprzyć męża albo chłopaka. U facetów jest jakiś taki “bro-code”, a u kobiet Shazza. Bierz co chcesz. Żyjemy w czasach, w których jak mężczyzna skrytykuje kobietę to od razu chamstwo, skandal, seksizm. Ale kiedy mężczyzn nazywa się chujami to już cool, na to jest przyzwolenie. I kobiety klaszczą. Słabe.

W życiu, po trzydziestce, mam kilka zasad. Jedną z nich jest: “trzymaj mordę na kłódkę” jeśli chodzi o plany na przyszłość, rodzinę i seks. Te sfery mojego życia nie powinny nikogo interesować. Bo są prywatne. Należą zatem tylko i wyłącznie do mnie, do mojego życiowego buduaru. Niestety nie pojęły tego jeszcze nasze rodzime celebrytki i niektóre dziennikarki. Kiedy wreszcie pojmiecie, że media są ginekologiczne? Jak raz wystawisz publicznie dupę to już na zawsze będą Ci w niej grzebać. Nie będę rozliczać Weroniki z jej romansowej przeszłości, bo niby dlaczego miałbym to robić? Czy ktokolwiek rozlicza z niej mężczyzn? Nie. Czy ma młodszą, czy zapłodni kuzynkę czy setkę kobiet– to ogier. Zaś z kobietami, wszyscy wiemy, jak jest – od razu dziwka, szmata, kurwiszon, poleciała na kasę. Podwójne standardy mają się świetnie – pisałem o tym w tekście “Dziwka”. Ale czy nie jest tak, że każde jej rozstanie było uber medialne i za każdym razem kończyło się jakimś spektakularnym szambem? Wystarczy wspomnieć “Nocnik”.

Kobiety mają jakieś punkowe rozumowanie świata – od dziecioroba wymagać stabilności to jak od konserwantów żądać dawki witamin. Poza tym to dziwnie dla przeciętnego człowieka wygląda, kiedy ktoś lata po gazetach zamiast biegać po sądach, żeby walczyć o swoje prawa. Jeśli facet nie płaci alimentów to mu komornik wbija na chatę i już płaci. Czasami w kokosankach, ale jednak. Poza tym czy utrzymywanie dziecka to tylko obowiązek ojca? Chyba oboje rodziców powinno łożyć po równo, jeśli pracują, prawda? Samotne matki w kraju nie będą solidaryzować z aktorką, która mieszka i w USA, i w Polsce, w zależności od sezonu, bo one zwykle nie mają na miesiąc tyle, ile kosztuje bilet w jedną stronę do Stanów. Sorry, ale to nie są ich “podstawowe potrzeby” i zmartwienia i taki język prywatnej tragedii do nich nie dociera. No i partner milczy. Wystosował jedno oficjalne pismo, ale trzyma mordę na kłódkę, a ta lata po gazetach z przesłaniem. Czy to jest w ogóle legalne? Czy nie grozi za to jakaś kara? Nie potrafię obok tego show przejść bez pytania: na kiego kobiety wiążą się z takimi co są alimenciarzami i mają spłodzone swoje kopie w każdym zakątku kraju? Wierzą, że ich miłość ich odmieni? Raz marynarz, na zawsze marynarz. W czasach, gdy seks dostajesz szybciej niż hot doga na wynos i gdy sukienki są krótsze niż wyrzuty sumienia, czy to naprawdę dziwi?

Rozumiem chęć przerwania milczenia. Zerwanie kajdan milczenia to niesamowita ulga. Rozumiem chęć mówienia o istotnych kwestiach takich jak domowa przemoc czy problemy samotnych matek. I tu brawo za odwagę, bo przyznanie się do bycia ofiarą to bohaterstwo. Ale wypadałoby najpierw załatwić te rzeczy w sądzie. Beata Tyszkiewicz, naczelna dama polskiego kina, napisała książkę pod tytułem “Nie wszystko na sprzedaż”. Polskie aktorki i celebrytki powinny zacząć się do tego stosować. Może wtedy opinia publiczna byłaby łaskawsza. A tak pozostają gorzkie żale. Jeszcze tylko okładka w koronie cierniowej i voila, współczesna Maria Magdalena gotowa. Weronika, życzę Ci powodzenia w tej walce. Szczerze. W tym całym dramacie, jest coś dobrego - dajesz głos pokrzywdzonym. Otworzyłaś innym drzwi. Uważaj jednak, aby nikt nie napluł na Twoje.

Ps. Chciałem sam porozmawiać z Weroniką. Zadać kilka niewygodnych może pytań. Nie po znajomości. Od takiego przeciętniaka jak ja. Wysłałem wiadomości na FB i na Instagramie, niestety nie odpowiedziała. Może gdybym nazywał się Bohosiewicz lub Ostaszewska to otrzymałbym wiadomość zwrotną “Dziękuję za wsparcie”, a tak – cisza.  


fot. Ariel Majtas

fot. Ariel Majtas

Bartek Fetysz, Redaktor Naczelny. Autor książki "Obudziłem się trochę podły". Był Editor-at-Large nowojorskiego IDOLL Magazine. Współpracuje z Gońcem Polskim w Londynie i serwisem Plotek. W przeszłości publikował dla portali takich jak Plejada, Przeambitni, Wirtualna Polska, VICE. Publikowały go LS LAIFstyle, GT GayTimes (UK), DJ Magazine, RAZEM, NOIR (UK), RION Magazine (UK), VOGUE Italia, KEIN (Turkey), Glamour, ELLE.