Fiolka Najdenowicz: "SING, SING, SING!"

fiolka.jpg

Od jakiegoś czasu nie ma dnia, abym nie otrzymywała propozycji. Muzycznych. Piszą fani, koledzy muzycy, producenci... “Fiolka, festiwal organizuję, może byś zreaktywowała Balkan Electrique i wystąpiła jako gość specjalny?” Ta... już widzę jak wyciągam Starostę z sauny w Bangkoku albo ściągam go z jakiejś Gambii czy innej Nigerii, bo się koledze szlajanko ogólnoświatowe włączyło. I co? Zapraszam go do Londka, wynajmuję salę prób? Jakiś hotel by mu się przydał, coś do jedzenia, o kosztach połączeń lotniczych przez takt nie wspomnę... Po czym wystąpimy na ww. Festiwalu i zarobimy po tysiącu złotych. Ja stąd słyszę rechot Starosty, jak sobie o tym pomyśli.

Albo to (pisownia oryginalna): 

“Pani Fiolko,

mam jeszcze jedno pytanie (stęskniony Pani płyty), czy ma Pani może gotowy jakiś materiał? Może warto byłoby spróbować i zgłosić się do polskich preselekcji do Eurowizji z jakąś oryginalna propozycją? Nie liczy się koniecznie zwycięstwo, ale możliwość pokazania czegoś fajnego? Termin do zgłaszania utworów - 2 listopada. Szkoda tylko, że TVP to organizuje. Bliska Pani Bułgaria w historii przedstawiała nawet ciekawe propozycje (może poza tym rokiem)”.


No oczywiście, że mam gotowy materiał! Bo wyobraźcie sobie, na loterii wygrałam i zamiast przez pół roku moczyć odwłok na Malediwach – ściągnęłam kolegów, wynajęłam salę prób, załatwiłam im hotele, przeloty, opłaciłam studio, producenta, realizatora dźwięku i nawet zaprosiłam tego smutasa z Radiohead, żeby mi zaryczał w chórkach. Jasne.


Będąc na lekkim wkurwie, napisałam na swoim fejsbucznym wallu:


“No, nic z tego nie rozumiem. Jak chciałam śpiewać, to nikt nie chciał tego słuchać, płytę nagrałam, Zetka i RMF się wypięły i powiedziały, że tego grać nie będą, bo "za ostre", w wyniku czego, to się słabo sprzedawało, nagrodę akademii dostałam, bo to jednak dobre było, ale od menadżerki usłyszałam, że organizator koncertów jej powiedział, "nie ma zapotrzebowania…" itp., a nagle otrzymuję mnóstwo propozycji, żebym reaktywowała, Balkan Electrique, albo się tu i ówdzie udzieliła, albo zaśpiewała no trochę mi to brzmi jak prośba, abym urodziła dziecko po menopauzie. Było korzystać, jak chciałam. Cmok. Słuchajcie sobie Sławomira i Zenka.


I wsadziłam kij w mrowisko, bo ku mojemu zdziwieniu – spotkałam się ze zrozumieniem, a ilość lajków pod postem właśnie dobija do siedmiuset.


Zaczęliśmy sobie nawet wyobrażać, jak by to było, najlepsza i najbardziej precyzyjna w swej wizji była Magda Masny: “wycieńczona pracą na zmywaku zapomniana gwiazda walczy o powrót na scenę. Pamiętacie Fiolkę? Zobaczcie jak dziś wygląda”. Do tego najbardziej niekorzystne zdjęcie z możliwych, na którym wyglądam jak fiat multipla z porażeniem mózgowym. No i wydaję z siebie płytę, co kosztuje tak na oko 400.000 złotych (muzycy, kompozytor, producent, studio, realizator dźwięku, sala prób, promocja, produkcja, dystrybucja, jakiś teledysk). Sprzedaję, jak dobrze pójdzie 1000 egzemplarzy, bo przecież jest Spotify. Serio, mam sobie to zrobić? No chyba was kochani pogięło.


Byłabym zapomniała, w międzyczasie wydałam z siebie dwie książki. Z tym też nie jest najlepiej, bo gdy się nie wydaje w którymś naprawdę dużym wydawnictwie, które ma układy z Empikiem, to sobie można pogwizdać, bo Empik sobie bierze 70% ze sprzedaży. Małe wydawnictwa nawet nie są w stanie zatowarować Empików. Duże natomiast – jeśli się nie ma dorobku albo nazwiska – nie ruszą. Ja niestety Harry'ego Pottera nie napisałam, ale I tak jestem zadowolona, bo przez dwa lata miałam na waciki, gdy szlajałam się po Europie. Zawsze się pocieszam tym, że Modigliani za swojego życia nie sprzedał ani jednego obrazu, pewnie dlatego chlał.