Marta Płusa: “Taki Kobiecy Fetysz – Akt Drugi”

Marta Plusa_2.jpg

Akt drugi. Kobieta mnie bije, bo może.

KOBIETY

Pojechałam na wywiad, o który poprosiło mnie pewne znane ugrupowanie kobiet, ponieważ w tamtym okresie zależało im na promocji. Rozumiem, jest sprawa, trzeba nagłośnić. Zapytałam, czy możemy spotkać się w centrum, bo to po prostu wszystkim po drodze.

- Nie, centrum nie. Za daleko. Ja w domu z dzieckiem siedzę.

No jak z dzieckiem, to OK. Pełne zrozumienie, wykiełkował we mnie natychmiast solidarnościowy instynkt.

-Zatem sama podjadę, a dokąd?

-Do Raszyna.

Zima. Śniegu było wtedy pełno, normalnie zaspy, więc musiałabym jechać przez niemalże całą Warszawę komunikacją miejską (Chomiczówka), co zajęłoby mi wówczas 2h, aby przeprowadzić wywiad. Wywiad, na którym im zależało.

- Wyjadę po panią, od autobusu musiałaby pani jeszcze iść dwadzieścia minut.

Pojechałam. Głupia. Nikt po mnie nie wyjechał. Dostałam tylko instrukcje, gdzie, ostatecznie, mam iść. Od razu dałam jej rozgrzeszenie i wypisałam usprawiedliwienie w myślach - może ma “chorom curke”. To oczywiste! Musi się nią zająć!

Doszłam w tym śniegu do domku kilkupiętrowego, w nosie igloo, brwi ze szronu, ale gdzie by tam mi coś gorącego do picia zaproponować... Rozgrzeje się zadawaniem pytań. Nie będę marudziła.

Przeprowadziłyśmy wywiad, mówiłyśmy o sprawach ważnych dla kobiet, o prawie, które jest nam nie na rękę, m.in. o prawie, które nie chroni kobiet.

- Działamy lokalnie, aby zdziałać globalnie.

W pewnym momencie druga członkini kobiecego stowarzyszenia również tam obecna, wplątała w naszą rozmowę. I pada, że jej były mąż bił ją. Tak nagle. Konsternacja. Liderka, do której domu przyszłam, prychnęła, śmiejąc się na całe gardło:

- Gdzie cię bił! Gdzie on tam cię bił! Co ty opowiadasz?!

Nie powinnam być świadkiem takiego komentarza ani jako gość, ani dziennikarka. A przede wszystkim jako kobieta. Pomijam fakt, że miałam napisać tekst i przekonać innych jak prężnie na rzecz kobiet działa to stowarzyszenie. A tu nie tylko policzek, kuksaniec na “uspokój się, nie teraz”, ale wpierdol na moich oczach. Dyskredytacja koleżanki. Dyskredytacja ofiary przemocy. Czy na tym polega solidarność i wsparcie, kiedy ktoś się obnaża? “Co ty opowiadasz”? To wszystko? Zmroziło mnie.

W trakcie wywiadu z pokoju wybiegł chłopiec, syn Liderki. Za nim opiekunka.

- A tak, mam nianię: nie pracuję, ktoś musi dzieckiem się zajmować, gdy pójdę do ogrodu czy pojadę na miasto.

“Nie wyjadę po panią, mam chore dziecko”. Aha.

Nie będę wymieniać tej pani z nazwiska i wywoływać do tablicy czy odpowiedzialności. Nie dlatego, że się boję. Nie będę dyskredytować i linczować publicznie. Chciałabym jednak, aby te liderki, kobiety działające niby na rzecz innych, przez moment zastanowiły się nad sobą samymi zamiast wytykać wciąż innym, że są “nie fair”. Bo za głoszonymi mądrościami powinny iść przykładne zachowania w stosunku do innych kobiet. Bo zamiast działać w dobrej sprawie, mogą zacząć działać przeciwko. Ofiar przemocy się nie dyskredytuje.