Fiolka Najdenowicz: "FRYDERYKIKIRYKI"

Moja kumpela, Kasia Klich nie może wyjść ze zdumienia, że zespół TULIA otrzymał Fryderyka. Za covery. Na fejsbuniu wywiązała się dyskusja, czym dla polskiego artysty jest ta nagroda.

Otóż dla mnie – była ona bardzo ważna, gdyż, podobnie jak wielce szanowny Artur Rubinstein – nic mnie bardziej nie cieszy, jak komplement ze strony kolegów-muzyków. Bo z publicznością, to różnie bywa, dwa razy dostałam łomot w Jarocinie, bo z zespołem Balkan Electrique, który współtworzyłam ze Sławkiem Starostą dopuściliśmy się dwóch kardynalnych błędów: zaprezentowaliśmy na scenie synth-pop zamiast oczekiwanego przez publiczność Defektu Mózgó z Wałbrzycha, a za drugim razem – weszliśmy za wcześnie po zespole KULT, prezentując również popową muzę, więc trzeba nas było zajebać. Motywacja do dalszej działalności muzycznej – przyznacie Państwo – zajebista.

Zdjęcie w ramce, niedoszłe okładkowe do Machiny, autorstwa Marka Pietronia.

Zdjęcie w ramce, niedoszłe okładkowe do Machiny, autorstwa Marka Pietronia.

Fryderyki. Wydałam z siebie solową płytę, o mało nie przypłacając tego życiem. No i sukces. W sensie, recenzje zarąbiste, dziennikarze pieją, koledzy muzycy padli trupem, w wyniku czego – wspomniany wyżej Fryderyk. Bardzo mi się przydał, bo już myślałam, że jest coś ze mną nie halo. Mieliśmy mieć okładkę w magazynie “Machina”, po czym, jak Naczelna ówczesna zobaczyła foty, to wykonała “rejtana” i powiedziała, że takiej obsceny nie puści, bo matki tej płyty dzieciom nie kupią i w ogóle to patologia jest jakaś. Ruja i poróbstwo. Bozia Świątkowska była “tom Naczelnom”. Lubię kobitkę generalnie, ale tego jej nie wybaczę, ale teraz u Fetysza piszę, więc se mogę pisać. I kto mi co zrobi?


Nadeszła wiekopomna chwila. Dostałam Nagrodę Akademii. Myślałby kto, że to otworzy dla mnie jakieś drzwi, że zaowocuje zaproszeniami na koncerty... Taką miałam nadzieję - szczerze mówiąc – a kto z Państwa by nie miał? Najlepsza była moja ówczesna menadżerka, Joanna Ziędalska (wspominałam wcześniej - obecnie pracuje dla Chyły), która po którymś spotkaniu z potencjalnym organizatorem koncertów wyrzygała jego zdanie: “Bo wie pani, nie ma zapotrzebowania na taką muzykę, jak Fiolka...”. Po czym, z tego co pamiętam – skoczyła do spożywczaka po wino, no, bo co miałyśmy zrobić?


Do Fryderyka jestem bardzo przywiązana, miałam świetne afterparty, uszczęśliwiłam mamunię, poza tym znakomicie się sprawdza jako wieszak na korale.